Przejdź do głównej zawartości

Recenzja przedpremierowa: "Moja mroczna Vanesso" - Kate Elizabeth Russel

Premiera: 17 czerwca 2020

"- Dlaczego ty go chronisz? - pyta mama. Oddycha ciężko, przewierca mnie spojrzeniem. To nie jest pytanie zadane w gniewie. Ona naprawdę nie rozumie. Czuje się zdezorientowana - moim postępowaniem, całą tą sprawą. - Przecież cię skrzywdził.
Kręcę głową; mówię prawdę:
- Nie skrzywdził" - fragment powieści.

Debiut prozatorski Kate Elizabeth Russell to bolesna, targająca wrażliwością czytelnika na wszystkie strony, a wreszcie przejmująca powieść, dzięki której możliwe jest rozprawienie się z mitem nadawania cech romantycznych związkom pedofilskim. 

To policzek, a chyba nawet solidny cios z półobrotu wymierzony Vladimirowi Nabokovowi, którego "Lolita" dla głównej bohaterki Vanessy Wye jest niemalże biblią. Tak, nie boję się użyć takiego porównania. Bo kiedy piętnastolatka wpada w sidła przemyślnego, ociekającego intelektem nauczyciela literatury, podsuwającego jej dwuznaczne fragmenty z uznanych dzieł literackich, a jednocześnie budującego w niej przekonanie o jej wyjątkowości oraz o porozumieniu dusz, to cały jej świat zaczyna kręcić się wokół tego seksualnego drapieżnika. Jak wyczytać możemy w "Moja mroczna Vanesso" czterdziestodwuletni Jacob Strane dosłownie ugłaskuje Vanessę, oswaja ją, dając jej fałszywe złudzenie sprawstwa, a co gorsza przerzucając na nią odpowiedzialność za zachowanie ich ohydnej relacji w tajemnicy.

Jako że Russel przedstawia nam wydarzenia w dwóch perspektywach czasowych - tej z czasów utrzymywania przez Vanessę kontaktów ze Strane'em w latach 2002-2007 oraz tej, w której ma ona już trzydzieści dwa lata w roku 2017, to możemy dostrzec, jak bardzo silną więź zbudował z nią jej oprawca. Przy czym ona jako oprawcy nie chciała postrzegać go przez lata...

W swojej bardzo dobrze stylistycznie napisanej książce (ukłony dla tłumacza!), Russel rozłożyła na czynniki pierwsze każdy psychologiczny mechanizm, który sprawił, że dorosła kobieta utknęła w umyśle piętnastolatki, nie mogąc wyzwolić się z absolutnie niszczycielskiej relacji ze Strane'em. Vanessa żyje bowiem obok siebie, niemal obok swojego ciała, uciekając od trudnej prawdy i chociaż ma przebłyski, że to, co robił jej Strane było wykorzystywaniem seksualnym inicjowanym tylko i wyłącznie przez niego, to niewiarygodnie silne psychiczne odruchy obronne, blokują jej realne postrzeganie sytuacji i zdrowe funkcjonowanie w społeczeństwie. To również mocne uderzenie w cały katalog zachowań charakterystycznych dla destrukcyjnego pod każdym względem pedofila, będącego w stanie niemal w białych rękawiczkach osaczyć swoją ofiarę i dzień po dniu ją niszczyć.

Ponadto, autorka unaoczniła boleśnie, jak otoczenie ofiary może przegapić ważne symptomy wyraźnie wskazujące na zło, jakiego ofiarą może paść uczennica czy córka... Jako mama dziewczynki przeżywałam tę historię całą sobą, płakałam i wściekałam się, że dorosły człowiek, będący w pełni świadomy swoich czynów, a do tego odpowiedzialny za edukację, waży się na zaspokajanie swojej żądzy w ten manipulatorski i szpetny sposób.

Wierzę, że Vanessa mogła się zakochać w pięknym umyśle profesora Strane'a. Nie mogę jednak przejść do porządku dziennego nad tym, że mężczyzna ten z pełną premedytacją wykorzystał jej słabość do niego i jej ciało, nazywając ten proceder niesamowitą miłością. Ja mam na to tylko jeden epitet: potworna krzywda, a wszelkie próby nadawania czynom pedofilskim wymiaru romantycznego czy usprawiedliwiania ich w jakikolwiek sposób (czy to w literaturze czy kinematografii) są do szpiku kości złe.

Zgadzam się z okładkowym blurbem Gillian Flynn, że tę książkę powinien przeczytać każdy, ponieważ jest to bardzo ważny głos w dyskursie na temat ochrony dzieci i młodzieży przed złym dotykiem. W moim odczuciu, każdy dorosły jest odpowiedzialny za to, aby chronić młodych ludzi - dziewczęta i chłopców - przez przemocą seksualną. Gwałt na ciele dziecka, to przecież jedna z największych obok przemocy psychicznej krzywd, jaką można wyrządzić nieukształtowanej istocie, która zasługuje na pełne wsparcie oraz czystą i bezwarunkową miłość nie tylko w Międzynarodowym Dniu Dziecka, ale każdego dnia i pod każdą szerokością geograficzną. 

Czy główną bohaterkę "Moja mroczna Vanesso" naprawdę cechował wewnętrzny mrok? Jak bardzo trauma z dzieciństwa przekreśla dorosłe życie? W jaki sposób - o ile w ogóle - można rozpocząć to życie na nowo, wegetując de facto w oparach ciężkiego stresu pourazowego? 

O tym z pewnością przekonacie się, sięgając po tę najnowszą propozycję Wydawnictwa Otwarte, a ja serdecznie dziękuję wydawcy za możliwość przedpremierowej lektury oraz zrecenzowania tego niezmiernie istotnego tytułu. 

Komentarze

  1. To musi być naprawdę wstrząsająca książka... Chcę ją przeczytać. Nie wiem tylko, czy psychicznie ją udźwignę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest trudna, ale niezmiernie ważna z uwagi na tematykę i walkę głównej bohaterki o odzyskanie swojego życia.

      Usuń
  2. Chętnie sięgnę po tę książkę.

    OdpowiedzUsuń
  3. Takie książki przeważnie są dla mnie trudne do czytania, ale z drugiej strony wiem, że poruszanie takich tematów jest bardzo istotne.

    OdpowiedzUsuń
  4. Główna bohaterka strasznie mnie irytuje, mam ochotę przywalić jej z liścia. W wieku 16 lat noe powinno się już być naiwnym dzieckiem i powinno się mieć umiejętność odróżniania dobra od zła. Na dodatek ona nie chce dać sobie pomóc, idzie w ten syf na własne życzenie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moim zdaniem, właśnie to, że nie tyle co odtrąca pomóc, co nie rozumie, dlaczego jest ona ku niej kierowana, poniekąd jest budulcem dramatyzmu książki. Gdyby nastoletnia Vanessa czuła, że potrzebuje pomocy, to historia nie rozrywałaby czytelnika od środka. Zaś pełne podporządkowanie i oddanie dziewczyny Stranowi, które w nie dopuszcza nawet myśli, że ta relacja nie jest normalna, wpływa na to jak została ostatecznie odebrana książka i jakie emocje wywołała.

      Usuń

Publikowanie komentarza

Popularne posty z tego bloga

Akcja #CzytajLegalnieiPozwólLegalnieCzytaćInnym

Drodzy Zaczytani! Aktywnie działam w social mediach związanych z czytaniem i promocją czytelnictwa. Na swoim Instagramie  @domiczytapl  dzielę się z Wami wrażeniami z lektur, polecam książki, pokazuję wycinek swojego prywatnego życia, a także poruszam ważne według mnie kwestie dotyczące literackiego (ale nie tylko ;)) świata. I tak się wczoraj złożyło, że post jednej z moich ulubionych pisarek uruchomił we mnie organiczną potrzebę zaapelowania do wszystkich, którzy czytają i/lub udostępniają nielegalne ebooki czy PDFy książek, a także audiobooki. Niech ten wpis stanowi swoistą bazę wiedzy o możliwościach legalnego czytania, bo w dobie powszechnego dostępu do Internetu, smartfonów i komputerów naprawdę nie trzeba zniżać się do kradzieży cudzej własności intelektualnej, a tym jest udostępnianie w różnych internetowych miejscach plików z książkami elektronicznymi czy dokumentami dźwiękowymi bez zgody autora. Zachowania noszące znamiona przestępstwa należy bezwzględnie piętnować

Recenzja: "I że cię nie opuszczę" - Michelle Richmond

Premiera: 9.05.2018  Po powrocie Alice z pustyni nie mówiliśmy już o naszych wcześniejszych planach wypisania się z Paktu. Jej pobyt tam był tak intensywny, a nasz związek zdawał się potem tak umocniony, że wszystko to, co nas denerwowało w Pakcie, zaczęło nam się nagle wydawać mniej uciążliwe. Nawet to, w jaki sposób Declan i Diane ją zabrali, nabrało zupełnie innego znaczenia. Kiedy Diane zakładała kajdanki na kostki Alice, Declan powiedział, że to konieczne, i choć nie podzielam jego zdania, widzę teraz, że to doświadczenie rzeczywiście zmieniło Alice – zmieniło nas. Staliśmy się, że tak powiem, bardziej małżeństwem. Nie da się ukryć, że to nas do siebie zbliżyło. Że dzięki temu byliśmy teraz bardziej zakochani. Może nie pogodziliśmy się jeszcze w pełni z Paktem, ale w każdym razie przestaliśmy się mu opierać. Książka „I że cię nie opuszczę” Michelle Richmond to powieść, która sprawiła mi niemały problem. Zdecydowałam się przyjąć ją do recenzji, ponieważ zaintrygował mnie j