Przejdź do głównej zawartości

Recenzja: "Obcy powiew wiatru" - Magdalena Majcher

Premiera: 4 kwietnia 2019

"(...) - Marcysiu, musisz zrozumieć jedno - przerwała jej Józefa. - W tej wojnie nie ma Polaków, Niemców, Ukraińców, Sowietów, Żydów i innych nacji. Są ludzie dobrzy i źli. W każdym narodzie znajdują się zarówno jedni, jak i drudzy. Niedawno ktoś we wsi gadał, że w sąsiedniej wiosce Polacy wydali Żydów, którzy ukrywali się w bunkrach w lesie... Nie liczy się narodowość, ale to, jakim kto jest człowiekiem. A mało to dobrych Ukraińców? (...)". - fragment powieści.

Historyczna odsłona pióra Magdaleny Majcher, to zdecydowanie to, co w jej twórczości mi odpowiada (nie będę ukrywać, że powieści czysto obyczajowe poruszające istotne sprawy społeczne nie przekonały mnie do siebie z uwagi na styl i język, którym zabrakło pewnego wyrafinowania i kunsztu pisarskiego). Po bardzo dobrej w moim odczuciu książce "W cieniu tamtych dni", w której autorka zmierzyła się z tematem Powstania Warszawskiego, przyszedł czas na wątek wołyński i losy Polaków poddawanych opresjom na Kresach Wschodnich, a w konsekwencji zmuszonych do opuszczenia swojej małej ojczyzny i przeniesienia się na Ziemie Odzyskane.

Główną bohaterką "Obcego powiewu wiatru" - pierwszego tomu "Sagi nadmorskiej" - jest Marcjanna Zielczyńska. To właśnie ta młoda dziewczyna i poczynania jej rodziny w przededniu wybuchu II Wojny Światowej, w czasie wojennej zawieruchy i tuż po jej zakończeniu są osią opowieści. Powieść ta jest interesującym przedstawieniem dramatycznych wojennych wydarzeń z perspektywy kobiet, którym przyszło się zmierzyć z utratą ukochanych mężczyzn, głodem, chorobami i nieustannym zagrożeniem ze strony okupantów. 


Autorka stroniła od krwawych opisów, pozostawiając czytelnikom pole do uzupełnienia w wyobraźni szczegółów towarzyszących rzeziom ludności polskiej dokonywanych przez bojówki ukraińskie, ale wyczuwalne jest rozedrganie Marcjanny i jej niepokój o przyszłość (być może powinien on być bardziej zaakcentowany, ale to już pozostawię Waszej ocenie). Bo z dziewczęcia obwarowanego rodzinnymi konwenansami, nieustannie strofowanego przez matkę, życzącą jej szybkiego zamążpójścia jako jedynej słusznej ścieżki życiowej dla przedwojennych panienek, Marcjanna staje się dojrzałą kobietą, przedwcześnie postarzałą na skutek tragicznych wieści, obrazów i zdarzeń, które stały się jej bolesnym udziałem. 

Magdalenie Majcher udało się przykuć moją uwagę tą częścią polskiej historii, która wydaje się mniej rozpracowana na kanwach książek beletrystycznych, traktując o rzezi wołyńskiej i losach kresowiaków. Najbardziej jednak zapadł mi w pamięć fragment, który zacytowałam Wam na wstępie. Jest to dla mnie kwintesencja międzyludzkich relacji, zarówno w czasie wojny, jak i w czasie pokoju: ludzie dzielą się wyłącznie na tych przyzwoitych i na tych złych. Nie ma znaczenia nacja, miejsce zamieszkania czy wyznanie. Liczy się wyłącznie to, jakimi ludźmi jesteśmy i jak zachowamy się w obliczu ostatecznych wydarzeń, od których zależy nasze człowieczeństwo...

Serdecznie dziękuję Wydawnictwu Pascal za egzemplarz recenzencki tego tytułu.




Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Akcja #CzytajLegalnieiPozwólLegalnieCzytaćInnym

Drodzy Zaczytani! Aktywnie działam w social mediach związanych z czytaniem i promocją czytelnictwa. Na swoim Instagramie  @domiczytapl  dzielę się z Wami wrażeniami z lektur, polecam książki, pokazuję wycinek swojego prywatnego życia, a także poruszam ważne według mnie kwestie dotyczące literackiego (ale nie tylko ;)) świata. I tak się wczoraj złożyło, że post jednej z moich ulubionych pisarek uruchomił we mnie organiczną potrzebę zaapelowania do wszystkich, którzy czytają i/lub udostępniają nielegalne ebooki czy PDFy książek, a także audiobooki. Niech ten wpis stanowi swoistą bazę wiedzy o możliwościach legalnego czytania, bo w dobie powszechnego dostępu do Internetu, smartfonów i komputerów naprawdę nie trzeba zniżać się do kradzieży cudzej własności intelektualnej, a tym jest udostępnianie w różnych internetowych miejscach plików z książkami elektronicznymi czy dokumentami dźwiękowymi bez zgody autora. Zachowania noszące znamiona przestępstwa należy bezwzględnie piętnować

Recenzja przedpremierowa: "Moja mroczna Vanesso" - Kate Elizabeth Russel

Premiera: 17 czerwca 2020 "- Dlaczego ty go chronisz? - pyta mama. Oddycha ciężko, przewierca mnie spojrzeniem. To nie jest pytanie zadane w gniewie. Ona naprawdę nie rozumie. Czuje się zdezorientowana - moim postępowaniem, całą tą sprawą. - Przecież cię skrzywdził. Kręcę głową; mówię prawdę: - Nie skrzywdził" - fragment powieści. Debiut prozatorski Kate Elizabeth Russell to bolesna, targająca wrażliwością czytelnika na wszystkie strony, a wreszcie przejmująca powieść, dzięki której możliwe jest rozprawienie się z mitem nadawania cech romantycznych związkom pedofilskim.  To policzek, a chyba nawet solidny cios z półobrotu wymierzony Vladimirowi Nabokovowi, którego "Lolita" dla głównej bohaterki Vanessy Wye jest niemalże biblią. Tak, nie boję się użyć takiego porównania. Bo kiedy piętnastolatka wpada w sidła przemyślnego, ociekającego intelektem nauczyciela literatury, podsuwającego jej dwuznaczne fragmenty z uznanych dzieł literackich, a jednocześnie

Recenzja: "I że cię nie opuszczę" - Michelle Richmond

Premiera: 9.05.2018  Po powrocie Alice z pustyni nie mówiliśmy już o naszych wcześniejszych planach wypisania się z Paktu. Jej pobyt tam był tak intensywny, a nasz związek zdawał się potem tak umocniony, że wszystko to, co nas denerwowało w Pakcie, zaczęło nam się nagle wydawać mniej uciążliwe. Nawet to, w jaki sposób Declan i Diane ją zabrali, nabrało zupełnie innego znaczenia. Kiedy Diane zakładała kajdanki na kostki Alice, Declan powiedział, że to konieczne, i choć nie podzielam jego zdania, widzę teraz, że to doświadczenie rzeczywiście zmieniło Alice – zmieniło nas. Staliśmy się, że tak powiem, bardziej małżeństwem. Nie da się ukryć, że to nas do siebie zbliżyło. Że dzięki temu byliśmy teraz bardziej zakochani. Może nie pogodziliśmy się jeszcze w pełni z Paktem, ale w każdym razie przestaliśmy się mu opierać. Książka „I że cię nie opuszczę” Michelle Richmond to powieść, która sprawiła mi niemały problem. Zdecydowałam się przyjąć ją do recenzji, ponieważ zaintrygował mnie j