Przejdź do głównej zawartości

Multirecenzja cyklu "Mistrz gry" - Joanna Lampka

 "Tylko kłopoty, wyzwania, niebezpieczeństwa i trudne decyzje. Tam, dokąd idę, będzie wyłącznie od górę" - fragment tomu IV "Mistrz gry".

Cztery lata temu poznałam pióro Joanny Lampki i nieco nostalgicznie podchodzę do dzisiejszego wpisu, w którym postanowiłam zebrać wszystkie wrażenia z lektury serii fantasy "Mistrz gry" zakończonej tomem o tym samym tytule.

"Gwiazda Północy, Gwiazda Południa" okazała się książką moich wakacji AD 2020. Przeczytałam ją jednym tchem, zarywając nockę, bo perypetie dwudziestoczteroletniej oficerki wywiadu i księżniczki Królestwa Żeglarzy w jednej osobie, Aline Sages, tak mnie zafascynowały.

Joanna Lampka znana jako "Szwajcarskie Blabliblu" wykreowała niesamowitą żeńską postać oraz towarzyszący jej kobiecy oddział do wojskowych zadań specjalnych. A że autorka wplotła w fabułę wątki fantastyczne (umiejętności programowania umysłów, wyniesione z Klasztoru Shan-Thi) to ich moc idealnie komponuje się z przygodowym i nieco awanturniczym charakterem powieści. Jeśli dodam do tego jeszcze element romantyczny, bo „złoty chłopiec” z surferską duszą i fizjonomią, a jednocześnie następca tronu w Cesarstwie Słońca skradł serce Aline, to mamy perfekcyjną książkową mieszaninę, gwarantującą przednią rozrywkę.

W trakcie lektury miałam takie dziwne przebłyski, że Lampka inspirowała się Wiedźminem (nazewnictwo niektórych miejscowości) czy Avatarem (święte drzewo będące głównym punktem pewnej społeczności), jednak to absolutnie nie odbiera pierwszemu tomowi cyklu "Mistrz gry" świeżości. Lampka pisze lekko, barwnie i z dbałością o detal i jakąż frajdę sprawiło mi to, że wydawca zadbał o korektę tekstu - nie dopatrzyłam się w nim ani jednej literówki czy błędu ortograficznego, co ostatnimi czasy zdarza mi się zbyt często.

Jestem też pod wrażeniem map zamieszczonych na początku książki, dzięki którym bardzo łatwo mogłam rozeznać się w uniwersum powieści i przejrzeć zakamarki Kontynentu Zachodniego, będącego miejscem akcji.

 Kolejne przygody Aline śledziłam w tomie "Pan Kamienia Wschodu", o którym we wrześniu 2021 roku napisałam tak:

Do serca przytul książkę! Zwłaszcza taką, która porywa swoją galopującą akcją; która za główną bohaterkę ma kobietę-rakietę i która pod płaszczykiem fantasy ma do przekazania jedno: warto być sobą, chociaż nie zawsze jest to łatwe, lekkie i przyjemne. Aaa, no i książkę, która jasno daje do zrozumienia, jak patriarchat jest jest wyniszczający dla kobiet, a hipokryzja często stoi za religią. Polecam bardzo tę przygodę i czekam na kontynuację, bo #alineisback ma moc. 

Tom trzeci pt. "Królowa dzikusów" miałam niekwestionowaną przyjemność opatrzyć logo mojego bloga, a także ambasadorować mu w książkowej społeczności <3

Aline jako wojowniczka, liderka, królowa, matka łączyła w tej części tyle ról, a jej przygody i zwroty akcji nie pozwalały oderwać się od lektury, że z niecierpliwością czekałam od wakacji 2022 roku na finałowy tom serii „Mistrz gry”. Bo naprawdę nurtowało mnie to, kto rozstawia pionki na szachownicy kontynentu: gorące i złote Południe czy chłodna i dzika Północ. A może jednak ktoś inny?


I wreszcie, w kwietniu 2023 roku ukazał się "Mistrz gry", w którym Aline wróciła dynamicznie i - jak to ona - na wskroś wojowniczo.

Mogłam znowu zatopić się w polityczno-społecznych niesnaskach na Kontynencie Zachodnim i Kontynencie Wschodnim. Bulwersować się, kiedy Kościół Jedynego Boga dla władzy i pieniędzy propagandowo rozgrywał tradycyjny podział na panów-mężczyzn i poddane-kobiety. Kibicowałam przy tym nieustająco Aline, kiedy miotała się pomiędzy Michelem Delacroix a Ianem Lancasterem - głównymi męskimi protagonistami od pierwszego tomu perypetii Aline, aby wreszcie zaznała spokoju.

Joanna Lampka przyzwyczaiła mnie do swojego barwnego języka, fascynująco wykreowanego świata oraz postaci z krwi i kości, wśród których zwłaszcza te kobiece stały się moimi sojuszniczkami i powierniczkami na czas czytelniczej przygody.


Muszę koniecznie zaznaczyć, że od samego początku, czyli od „Gwiazdy Północy, Gwiazdy Południa” równościowy wydźwięk fabuły niesamowicie do mnie przemówił, bo autorka nie stroni od „Girl power” oraz siostrzeństwa. Nie mogę jednak pozbyć się wrażenia, że Aline jest mimo wszystko rozgrywana niczym szachowa figura… a może nakręcana lalka z okładki?

Zachęcam Was serdecznie do samodzielnego odkrycia wszystkich niuansów powieści Joanny, z którymi spędziłam sporo czasu, a jednocześnie chciałabym go cofnąć, żeby na nowo zanurzyć się w ten świat pełen intryg, negocjacji i... miłości.

Całą serię przeczytałam w ramach współpracy barterowej z autorką oraz Wydawnictwem Alternatywne.

Komentarze