Przejdź do głównej zawartości

Recenzja: "Tylko przeżyć. Prawdziwe historie rodzin polskich żołnierzy" - Sylwia Winnik

Premiera: 27.02.2019

"Często zarzuca się żołnierzom, że jadą na misję dla pieniędzy. Niektórzy tak, ale nie wszyscy. Ilu żołnierzy, tyle powodów, by znaleźć się tam w wojennym piekle. Są tacy, którzy mówią: - Ma, czego chciał.- Lecz jeśli trzeba byłoby bronić naszego kraju, to jak zrobić to bez doświadczenia, a przede wszystkim bez sojuszników? Oczekujemy wsparcia NATO czy Stanów Zjednoczonych, a w zamian za to nasi politycy wysyłają nas, żołnierzy, w rejony konfliktu na świecie. Tak naprawdę jedziemy czynić dobro tam, gdzie jest go za mało". - fragment reportażu.

Sylwia Winnik dała się poznać jako autorka posiadająca doskonale rozwinięty zmysł reporterski już przy okazji poruszającej i doskonale przyjętej przez czytelników publikacji "Dziewczęta z Auschwitz". Tym razem Sylwia swoją uwagę skierowała ku żołnierzom Wojska Polskiego, służącym na misjach zagranicznych, oraz ku ich rodzinom. W piętnastu rozmowach przedstawia nam perspektywę czynnych żołnierzy, ich żon czy dzieci, a nawet kapelana. To spora dawka wiedzy nie tylko o polskiej wojskowości oraz zawodzie wybieranym między innymi z pasji lub wierności tradycji, ale i o codziennej walce toczącej się w prywatnej sferze życia o utrzymanie rodziny i wychowanie dzieci w obliczu wielomiesięcznej rozłąki i nieustannego strachu.


"Tylko przeżyć. Prawdziwe historie rodzin polskich żołnierzy" to nieszablonowa książka, taka, której na polskim rynku wydawniczym jeszcze nie było, ponieważ odsłania kulisy służby w wojsku zawodowym. Prezentuje ona motywy decyzji o wyjeździe na misje do Iraku czy Afganistanu, przybliża życie żołnierzy w bazach wojskowych i ich zadania, które z samego założenia narażają ich wykonawców na utratę zdrowia i życia. W końcu, to osobiste opowieści o radzeniu sobie z rozłąką z najbliższymi, za samotnością wśród ludzi, z zespołem stresu pourazowego (PTSD), jak również o zderzeniu weteranów z rzeczywistością, wymuszającą zrzucenie poharatanego przez wybuch miny czy ostrzał konwoju munduru. Tyle tylko, że mundur ten nie ukrywa już sprawnego i wytrenowanego ciała, ale połamane kości, kręgosłupy i dalsze kariery...

Jest to lektura niełatwa, bo pozbawiona fikcji, lukru i fałszywego bohaterstwa. "Tylko przeżyć" traktuje o nietypowym zawodzie - bardzo ważnej służbie, która jak dla mnie - zwykłej obywatelki - ma ten sam ciężar gatunkowy co służba na przykład strażaków, policjantów czy ratowników medycznych. I chwała tym ludziom za to, że ją podejmują, bo większość z nas nie byłaby w stanie tego zrobić. Zarzuty, że żołnierzy pcha do niebezpiecznych wyjazdów na wojnę wyłącznie chęć zysku, są moim zdaniem niesprawiedliwe. Bo, po pierwsze: nikt z nas nie chciałby pracować za darmo, a po drugie: żołnierz, który spoczywa na laurach rodzimego poligonu nie jest w stanie rozwijać się w prawdziwych warunkach bojowych. A jak to w każdej profesji jest, jeśli się nie rozwijasz, marniejesz i zostajesz w tyle. Faktem jest, że to parcie do rozwoju oraz działania "na pełnej adrenalinie" w przypadku służby wojskowej mocno daje się we znaki rodzinom żołnierzy, dlatego wiele związków nie przetrzymuje próby czasu, a dzieci wojskowych mają im za złe, że w najważniejszym momentach ich życia, zabrakło ojców w domu. Jest to sprawa trudna, bolesna i trudna do zrozumienia dla nas, cywili, jeśli nie znamy podłoża tej wymagającej służby i meandrów żołnierskiej psychiki.

Przeczytajcie zatem "Tylko przeżyć", aby choć trochę zbliżyć się do świata militariów, pasji, ale i słodko-gorzkiej przygody, która staje się udziałem polskich żołnierzy.

Sylwio, dziękuję Ci za Twoją empatię i niespodziewane uwzględnienie mnie w podziękowaniach - jestem naprawdę zaszczycona!

Drodzy bohaterowie, dziękuję Wam za szczerość, odwagę i prawdę. W tym miejscu chciałabym się szczególnie zwrócić do Pana Mariusza i Pana Janusza - żołnierzy, którzy za swoją służbę zapłacili niemal najwyższą cenę - dziękuję Wam za to, co zrobiliście i za to, o co walczyliście i walczycie nadal. 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Akcja #CzytajLegalnieiPozwólLegalnieCzytaćInnym

Drodzy Zaczytani! Aktywnie działam w social mediach związanych z czytaniem i promocją czytelnictwa. Na swoim Instagramie  @domiczytapl  dzielę się z Wami wrażeniami z lektur, polecam książki, pokazuję wycinek swojego prywatnego życia, a także poruszam ważne według mnie kwestie dotyczące literackiego (ale nie tylko ;)) świata. I tak się wczoraj złożyło, że post jednej z moich ulubionych pisarek uruchomił we mnie organiczną potrzebę zaapelowania do wszystkich, którzy czytają i/lub udostępniają nielegalne ebooki czy PDFy książek, a także audiobooki. Niech ten wpis stanowi swoistą bazę wiedzy o możliwościach legalnego czytania, bo w dobie powszechnego dostępu do Internetu, smartfonów i komputerów naprawdę nie trzeba zniżać się do kradzieży cudzej własności intelektualnej, a tym jest udostępnianie w różnych internetowych miejscach plików z książkami elektronicznymi czy dokumentami dźwiękowymi bez zgody autora. Zachowania noszące znamiona przestępstwa należy bezwzględnie piętnować

Recenzja przedpremierowa: "Moja mroczna Vanesso" - Kate Elizabeth Russel

Premiera: 17 czerwca 2020 "- Dlaczego ty go chronisz? - pyta mama. Oddycha ciężko, przewierca mnie spojrzeniem. To nie jest pytanie zadane w gniewie. Ona naprawdę nie rozumie. Czuje się zdezorientowana - moim postępowaniem, całą tą sprawą. - Przecież cię skrzywdził. Kręcę głową; mówię prawdę: - Nie skrzywdził" - fragment powieści. Debiut prozatorski Kate Elizabeth Russell to bolesna, targająca wrażliwością czytelnika na wszystkie strony, a wreszcie przejmująca powieść, dzięki której możliwe jest rozprawienie się z mitem nadawania cech romantycznych związkom pedofilskim.  To policzek, a chyba nawet solidny cios z półobrotu wymierzony Vladimirowi Nabokovowi, którego "Lolita" dla głównej bohaterki Vanessy Wye jest niemalże biblią. Tak, nie boję się użyć takiego porównania. Bo kiedy piętnastolatka wpada w sidła przemyślnego, ociekającego intelektem nauczyciela literatury, podsuwającego jej dwuznaczne fragmenty z uznanych dzieł literackich, a jednocześnie

Recenzja: "I że cię nie opuszczę" - Michelle Richmond

Premiera: 9.05.2018  Po powrocie Alice z pustyni nie mówiliśmy już o naszych wcześniejszych planach wypisania się z Paktu. Jej pobyt tam był tak intensywny, a nasz związek zdawał się potem tak umocniony, że wszystko to, co nas denerwowało w Pakcie, zaczęło nam się nagle wydawać mniej uciążliwe. Nawet to, w jaki sposób Declan i Diane ją zabrali, nabrało zupełnie innego znaczenia. Kiedy Diane zakładała kajdanki na kostki Alice, Declan powiedział, że to konieczne, i choć nie podzielam jego zdania, widzę teraz, że to doświadczenie rzeczywiście zmieniło Alice – zmieniło nas. Staliśmy się, że tak powiem, bardziej małżeństwem. Nie da się ukryć, że to nas do siebie zbliżyło. Że dzięki temu byliśmy teraz bardziej zakochani. Może nie pogodziliśmy się jeszcze w pełni z Paktem, ale w każdym razie przestaliśmy się mu opierać. Książka „I że cię nie opuszczę” Michelle Richmond to powieść, która sprawiła mi niemały problem. Zdecydowałam się przyjąć ją do recenzji, ponieważ zaintrygował mnie j