Przejdź do głównej zawartości

Recenzja przedpremierowa: "Jeden błąd" - Anna Szafrańska

Premiera: 14.11.2018

"- Dominika...
Delikatnie przejechał dłońmi po mojej głowie, odgarniając splątane włosy. W następnej sekundzie poczułam, jak opiera swoje czoło o moje.
- Co on ci zrobił...?
Wiedział. Zapłakałam jeszcze mocniej. Przyciągnął mnie do siebie, zamknął w swoich ramionach. Przez chwilę moim naturalnym odruchem była chęć ucieczki, wyrwania się spod jego dłoni... Jednak Mikołaj zaczął mnie głaskać po plecach, po włosach... Nie czułam w jego dotyku agresji. On się mną opiekował. Starał się mi przekazać, że przy nim nic złego mnie nie spotka... a ja mu wierzyłam. Fala nagłego poczucia bezpieczeństwa spłynęła po mnie niczym strumień gorącej wody, ogrzewając moje zlodowaciałe ciało. Staliśmy w tym uścisku, dopóki moje drżenie nie ustało.
- Idziemy na policję - szepnął mi do ucha, a na karku poczułam kojący dotyk jego dłoni.
- Nie - powtórzyłam wyraźniej." - fragment powieści.

Trochę prywaty na początek: niewiele jest książek, w których główną bohaterką bądź w ogóle jedną z postaci byłaby moja imienniczka. Może to z mojej strony nieco (bardzo?) egocentryczne, ale lubię swoje imię i fajnie jest czytać o perypetiach osób je noszących.

Anna Szafrańska w swojej najnowszej powieści "Jeden błąd" nieświadomie wyszła naprzeciw moim oczekiwaniom, powołując na kartach swojej książki do literackiego życia Dominikę - świeżo upieczoną nauczycielkę w szkole średniej, która wyrywa się spod kurateli swojego apodyktycznego narzeczonego i rozpoczyna pracę w upragnionym zawodzie. Dominika obejmuje wychowawstwo w klasie maturalnej i obiera sobie za cel nawiązanie pozytywnej relacji z krnąbrną młodzieżą, zwłaszcza ze zbuntowanym Mikołajem, który w szkole jest tylko gościem, ponieważ ponad wykształcenie i podejście do matury przedkłada wsparcie finansowe swojej rodziny, żyjącej w cieniu alkoholizmu ojca. I to właśnie ta para bohaterów - Dominika i Mikołaj - stanowią główną oś wypadków, wybitnie przyspieszając mi puls w czasie lektury.


Ta kolejna na polskim rynku powieść z gatunku "new adult", poza charakterystycznym dla tego nurtu wątkiem trudnej miłości, przekonująco porusza bardzo ważny temat przemocy domowej i możemy tę kwestię rozkładać na czynniki pierwsze dwutorowo, ponieważ z jednej strony główna bohaterka boryka się z wybuchami furii swojego wydawałoby się nieskazitelnego narzeczonego Oliwiera - młodego adwokata, będącego ulubieńcem rodziców kobiety, a z drugiej strony matka Mikołaja oraz jego młodsze rodzeństwo żyją w wiecznym strachu przed ojcem, pozbawionym hamulców po alkoholu.

Jak radzą sobie obie kobiety? Na jaką pomoc mogą liczyć i czy w ogóle są na nią otwarte? Ile trzeba poświęcić, aby wyrwać się z zaklętego kręgu przemocy?

Na te pytania stara się odpowiedzieć autorka ustami swoich postaci, których dramatyczne losy śledzimy w napięciu i pochłaniamy niemal pięciuset stronicową powieść w jeden wieczór. A mamy tu pełen pakiet zdarzeń, począwszy od zdrad i zawiedzionych nadziei, przez bolesne niemal fizycznie, a przede wszystkim psychicznie sceny, po gorące uczucie, które nigdy nie jest błędem, jeśli sprawia, że życie człowieka staje się bezpieczne i pełne.

Szafrańska nie stroni w "Jednym błędzie" od płomiennych, pobudzających wyobraźnię scen miłosnych, co zapewne zadowoli fanki romantycznych historii o lekko pikantnym zabarwieniu, jednak takich pozbawionych słodyczy i przysłowiowych "motyli w brzuchu". W tej książce miłość zderza się z wyparciem uczuć, bo przecież "co ludzie powiedzą" na związek nauczycielki z licealistą (nic to, że już pełnoletnim...), a ponadto uczucie to siłuje się z trudnym do zrozumienia dla osoby, która nigdy nie była ofiarą przemocy, syndromem obwiniania się za sprowokowanie oprawcy. Nie mogę ukrywać, że chwilami miałam ochotę solidnie potrząsnąć Dominiką, aby przestała usprawiedliwiać swojego narzeczonego i odeszła od niego z dnia na dzień, zanim wypowie sakramentalne "tak". Bo przecież jeśli ktoś nie miał oporów przed wyrządzeniem fizycznej krzywdy raz, to raczej nie powstrzyma się przy następnej okazji.

Zachęcam Was do lektury "Jednego błędu", ponieważ nie tylko podnosi odbiorcy ciśnienie erotycznym napięciem między parą głównych bohaterów, ale i burzy krew niezgodą na agresję i przemoc wobec innych ludzi, a już zwłaszcza w odniesieniu do najbliższych.

Serdecznie dziękuję autorce oraz wydawcy za możliwość przedpremierowej lektury tego tytułu.










Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Recenzja: "Karuzela" - Paulina Świst

Premiera: 14.11.2018

"Bo to, co nas podnieca, to się nazywa kasa, a kiedy w kasie forsa, to sukces pierwsza klasa. Bo to, co nas podnieca, to czasem też jest seks, a seks plus pełna kasa, to wtedy sukces jest." - nucę sobie pod nosem piosenkę Maryli Rodowicz sprzed wielu, wielu lat; piosenkę idealnie pasującą do najnowszej powieści Pauliny Świst pt. "Karuzela". Tajemnicza adwokat pisząca pod pseudonimem, autorka sensacyjno-erotycznej serii "Prokurator", powraca bowiem z nowym cyklem, który otwiera historia przekrętu gospodarczego na grube miliony, będącego "idee fix" pewnych wrocławskich adwokatów. Nazwisko Orłowski zobowiązuje, zatem główny bohater, Piotr "Orzeł" Orłowski wiedzie prym nie tylko w palestrze, ale i w zorganizowanej grupie przestępczej zorientowanej wokół zwrotu podatku VAT ze sprzedaży międzynarodowej. W proceder uwikłana jest również jego koleżanka ze studenckich czasów, prawniczka Aleksandra Tredel. Ten kreatywny duec…

Recenzja przedpremierowa: "Nikt nie idzie" - Jakub Małecki

Premiera: 31.10.2018

"Co rano parzyła w tygielku kawę po turecku, z cukrem i kardamonem, a potem siadała w pokoju, naprzeciw do połowy ułożonych puzzli na ścianie, i otwierała Nikt nie idzie: ponad tysiąc kartek, na każdej stronie drzeworyt, zdjęcie albo krótki wiersz. Oglądaj jedną stronę dziennie, powiedział kiedyś Igor. Więc oglądała." - fragment powieści.

Przyznaję, że mam z Jakubem Małeckim dwa, nie lada problemy... Bo chociaż jestem ekstrawertykiem z dość pokaźną siłą przebicia, to Kuba onieśmiela mnie swoją osobą przy każdym bezpośrednim spotkaniu. I robi to absolutnie nieświadomie, będąc człowiekiem nader skromnym, bo to ja milknę przy jego jego talencie :)

Podobnie też mam z przelewaniem na papier moich wrażeń z lektury jego książek. Ja ich nie czytam, ja je chłonę całą sobą, bo poruszają we mnie najbardziej nostalgiczne struny (tak, ekstrawertyczne osobowości również takowe posiadają). I tu pojawia się drugi problem, ponieważ zamiast spisywać te uczucia, wolałabym p…

Recenzja przedpremierowa: "Adam" - Agata Czykierda-Grabowska