Przejdź do głównej zawartości

Recenzja: "Karuzela" - Paulina Świst

Premiera: 14.11.2018

"Bo to, co nas podnieca, to się nazywa kasa, a kiedy w kasie forsa, to sukces pierwsza klasa. Bo to, co nas podnieca, to czasem też jest seks, a seks plus pełna kasa, to wtedy sukces jest." - nucę sobie pod nosem piosenkę Maryli Rodowicz sprzed wielu, wielu lat; piosenkę idealnie pasującą do najnowszej powieści Pauliny Świst pt. "Karuzela". Tajemnicza adwokat pisząca pod pseudonimem, autorka sensacyjno-erotycznej serii "Prokurator", powraca bowiem z nowym cyklem, który otwiera historia przekrętu gospodarczego na grube miliony, będącego "idee fix" pewnych wrocławskich adwokatów. Nazwisko Orłowski zobowiązuje, zatem główny bohater, Piotr "Orzeł" Orłowski wiedzie prym nie tylko w palestrze, ale i w zorganizowanej grupie przestępczej zorientowanej wokół zwrotu podatku VAT ze sprzedaży międzynarodowej. W proceder uwikłana jest również jego koleżanka ze studenckich czasów, prawniczka Aleksandra Tredel. Ten kreatywny duecik nie wziął jednak pod uwagę tego, że:

- po pierwsze, ktoś może wyciągnąć na światło dzienne tragiczne wydarzenie z przeszłości i dyszeć żądzą zemsty tak bardzo, że nie cofnie się przed niczym,
- po drugie, są wokół nich najbliżsi, którzy życzą im źle i chcą jak najbardziej uprzykrzyć im życie,
- po trzecie, trzeba wiedzieć, kiedy ze sceny zejść, aby, kolokwialnie rzecz ujmując, nie "wyrżnąć orła",
- po czwarte, połączy ich uczucie pełne pasji, wystawiające ich na spore niebezpieczeństwa.


Wielkie pieniądze, zdrada, zemsta, powiązania ze światem przestępczym, brawurowe ucieczki i... płomienna miłość, której nikt nie chce nazywać po imieniu - kręci się od wydarzeń w tej powieści niczym na tytułowej karuzeli. Książka jest świetną lekturą na trzy godziny, odsłaniającą przed laikami prawniczy i więzienny żargon. Doskonale się przy niej bawiłam, tym bardziej, że zapałałam wielką sympatią do głównej postaci Oli - kobiety z pazurem, która daje się okiełznać wyłącznie Piotrowi i to na wszelkie możliwe sposoby.

Tak na marginesie, mam przeczucie graniczące z pewnością, że występujący na kartach powieści pewien funkcjonariusz Centralnego Biura Śledczego, którego obecność ma niebagatelne znaczenie dla skomplikowanej prawnie sytuacji Piotrka i Oli, powróci niebawem samodzielnie w kolejnej odsłonie serii. I bardzo dobrze, bo fajny facet z niego jest i ma nie lada policyjne doświadczenie, stwarzające moim zdaniem pole do wielu ciekawych manewrów.

Czytajcie Śwista, jeśli tak jak ja lubicie wartką akcję z pikantnymi szczegółami i nieskomplikowaną fabułę, napisaną żywym (acz niekoniecznie literackim ;)) językiem, nadającą się doskonale na jeden wieczór.

Komentarze

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Recenzja przedpremierowa: "Nikt nie idzie" - Jakub Małecki

Premiera: 31.10.2018

"Co rano parzyła w tygielku kawę po turecku, z cukrem i kardamonem, a potem siadała w pokoju, naprzeciw do połowy ułożonych puzzli na ścianie, i otwierała Nikt nie idzie: ponad tysiąc kartek, na każdej stronie drzeworyt, zdjęcie albo krótki wiersz. Oglądaj jedną stronę dziennie, powiedział kiedyś Igor. Więc oglądała." - fragment powieści.

Przyznaję, że mam z Jakubem Małeckim dwa, nie lada problemy... Bo chociaż jestem ekstrawertykiem z dość pokaźną siłą przebicia, to Kuba onieśmiela mnie swoją osobą przy każdym bezpośrednim spotkaniu. I robi to absolutnie nieświadomie, będąc człowiekiem nader skromnym, bo to ja milknę przy jego jego talencie :)

Podobnie też mam z przelewaniem na papier moich wrażeń z lektury jego książek. Ja ich nie czytam, ja je chłonę całą sobą, bo poruszają we mnie najbardziej nostalgiczne struny (tak, ekstrawertyczne osobowości również takowe posiadają). I tu pojawia się drugi problem, ponieważ zamiast spisywać te uczucia, wolałabym p…

Recenzja przedpremierowa: "Adam" - Agata Czykierda-Grabowska