Przejdź do głównej zawartości

Recenzja przedpremierowa: "Nikt nie idzie" - Jakub Małecki

Premiera: 31.10.2018

"Co rano parzyła w tygielku kawę po turecku, z cukrem i kardamonem, a potem siadała w pokoju, naprzeciw do połowy ułożonych puzzli na ścianie, i otwierała Nikt nie idzie: ponad tysiąc kartek, na każdej stronie drzeworyt, zdjęcie albo krótki wiersz. Oglądaj jedną stronę dziennie, powiedział kiedyś Igor. Więc oglądała." - fragment powieści.

Przyznaję, że mam z Jakubem Małeckim dwa, nie lada problemy... Bo chociaż jestem ekstrawertykiem z dość pokaźną siłą przebicia, to Kuba onieśmiela mnie swoją osobą przy każdym bezpośrednim spotkaniu. I robi to absolutnie nieświadomie, będąc człowiekiem nader skromnym, bo to ja milknę przy jego jego talencie :)

Podobnie też mam z przelewaniem na papier moich wrażeń z lektury jego książek. Ja ich nie czytam, ja je chłonę całą sobą, bo poruszają we mnie najbardziej nostalgiczne struny (tak, ekstrawertyczne osobowości również takowe posiadają). I tu pojawia się drugi problem, ponieważ zamiast spisywać te uczucia, wolałabym pozostać w milczącej kontemplacji. No to sobie możecie, moi drodzy, wyobrazić, jak niewiarygodnie mocny musi być styl Małeckiego, skoro na taki wulkan energii jak ja, działa jak melisa, a właściwie hektolitry jej naparu.


Najnowsza powieść Jakuba Małeckiego pt. "Nikt nie idzie" - pierwotny tytuł "Nauka latania", który moim skromnym zdaniem dużo lepiej oddałby jej niepowtarzalny klimat - to propozycja pełna symboli, samotności, niepewności, drżąca fortepianowym pianissimo, ale i uderzająca mocnym forte.
Z jednej strony książka ta przygniata siłą przekazu, bo mamy tutaj bohaterów po traumie i różnorodnymi obciążeniami, których losy śledzimy w skupieniu i empatycznym zrozumieniu. Natomiast z drugiej strony tytuł ten cechuje lekkość formy i skondensowanej w niedługich rozdziałach fabuły, podobnych balonom uciekającym z klemensowego plecaka (kto przeczyta książkę, będzie wiedział, w czym rzecz) czy uczuciu wolności, towarzyszącemu pilotom wykonującym lotnicze akrobacje. 

Jakub Małecki zdecydował się opowiedzieć dwie historie, mające wspólne wątki. Stworzył trzydziestodwuletnią Olgę Lipską; kobietę z pozoru niezależną, ale głęboko osadzoną w uczuciu sprzed lat. W jej życiu niespodziewanie pojawi się Klemens - syn Marzeny i Antka - pilota myśliwca; mężczyzna o cechach chłopca, mający swój własny, trudny do przeniknięcia świat, i chociaż będzie to obecność jedynie chwilowa, to odciśnie ona swój niedający się zatrzeć ślad na losach Olgi. Nie można w tym miejscu nie wspomnieć o Igorze, pierwszej i jedynej miłość Olgi, z którym rozdzielił ją czas, ale połączyła nierozerwalna więź oraz nieszablonowy album "Nikt nie idzie".

Małecki przyzwyczaił mnie już, że jego proza emanuje wszystkimi barwami i nutami emocji, chociaż traktuje o jakże przyziemnych sprawach. Zderzymy się na kartach tej jesiennej powieści obyczajowo-psychologicznej z kwestią przeznaczenia, przemijania, straty czy blokady w komunikacji między ludźmi, która to blokada - jak już dawno stwierdził Stephen Hawking, a co ja sparafrazowałam - jest podstawą wielu nieporozumień i cierpień człowieka.

Nie napiszę nic więcej, poza jednym: czytajcie Małeckiego, bo to wybitny polski pisarz współczesny, mający niebywałą zdolność do pisania o rzeczach pozornie zwykłych w przejmująco niezwykły sposób i ugruntowujący z każdą kolejną książką swoją pozycję na rynku literatury wysokich lotów.

Bardzo dziękuję Wydawnictwu SQN za możliwość przedpremierowej lektury "Nikt nie idzie".

Komentarze

  1. Nie miałam jeszcze okazji czytać Małeckiego. Cóż, musi się to zmienić ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Małecki obok Magdy Knedler jest moim guru współczesnych powieści polskich z górnej półki, a jednocześnie przystępnych w odbiorze. Także, nadrabiaj! :)

      Usuń
  2. Słyszałam tyle dobrego o twórczości tego autora! Muszę w koncu coś przeczytać ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja też jeszcze nic nie czytałam ale po TAKIEJ recenzji chyba muszę :) za to od wczoraj zacytuję się (w końcu!) W Knedler, boska!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się cieszę, że Ci się podoba, no i że Magda przypadła Ci do gustu. Myślę, że podobnie będzie, kiedy sięgniesz po Małeckiego :)

      Usuń

Publikowanie komentarza

Popularne posty z tego bloga

Akcja #CzytajLegalnieiPozwólLegalnieCzytaćInnym

Drodzy Zaczytani!
Aktywnie działam w social mediach związanych z czytaniem i promocją czytelnictwa. Na swoim Instagramie @domiczytapl dzielę się z Wami wrażeniami z lektur, polecam książki, pokazuję wycinek swojego prywatnego życia, a także poruszam ważne według mnie kwestie dotyczące literackiego (ale nie tylko ;)) świata.

I tak się wczoraj złożyło, że post jednej z moich ulubionych pisarek uruchomił we mnie organiczną potrzebę zaapelowania do wszystkich, którzy czytają i/lub udostępniają nielegalne ebooki czy PDFy książek.

Niech ten wpis stanowi swoistą bazę wiedzy o możliwościach legalnego czytania, bo w dobie powszechnego dostępu do Internetu, smartfonów i komputerów naprawdę nie trzeba zniżać się do kradzieży. Zachowania noszące znamiona przestępstwa należy bezwzględnie piętnować, wskazując zgodne z prawem ścieżki dostępu do literatury.

Hasłem przewodnim mojej blogersko-bookstagramowej aktywności jest #CzytajiPozwólCzytaćInnym, a teraz chciałabym je poszerzyć i ukuć kolejne:
CZYTA…

Wywiad: Domi czyta i pyta, czyli Paulina Świst w krzyżowym ogniu pytań

Drodzy zaczytani! Dzisiaj na moim blogu gości jedna z najbardziej tajemniczych pisarek na polskim rynku wydawniczym. Jej kryminalno-erotyczne powieści bardzo przypadły do gustu czytelnikom, chociaż wielu – w tym mnie – wprawiły w pewną konsternację. Bo jak to? Jej debiutancki „Prokurator” to nie 100% kryminał, a erotyk z nutą sensacji? Paulina Świst potrafi zaskakiwać, a jej kryminały prawniczo-policyjne z domieszką pikanterii schodzą z każdym nowym tytułem na pniu.


Domi: Paulino, serdecznie Ci dziękuję za Twoje pozytywne nastawienie do mojej propozycji wywiadu, która to nadeszła krótko po premierze Twojej najnowszej książki pt. „Sitwa”.  To Twoja piąta powieść, a do tego dorzuciłaś jeszcze w tym roku opowiadanie w antologii „Zabójcze święta”.

Paulina: Cześć Domi :* To prawdziwa przyjemność móc z Tobą pogadać, nawet wirtualnie ;)

Domi: Jak Ci się zatem pisało taką krótką formę i czym różni się dla Ciebie praca nad opowiadaniem od pracy nad powieścią? 

Paulina: Wbrew temu, czego się obawi…

Recenzja przedpremierowa: "Moja mroczna Vanesso" - Kate Elizabeth Russel

Premiera: 17 czerwca 2020

"- Dlaczego ty go chronisz? - pyta mama. Oddycha ciężko, przewierca mnie spojrzeniem. To nie jest pytanie zadane w gniewie. Ona naprawdę nie rozumie. Czuje się zdezorientowana - moim postępowaniem, całą tą sprawą. - Przecież cię skrzywdził. Kręcę głową; mówię prawdę: - Nie skrzywdził" - fragment powieści.
Debiut prozatorski Kate Elizabeth Russell to bolesna, targająca wrażliwością czytelnika na wszystkie strony, a wreszcie przejmująca powieść, dzięki której możliwe jest rozprawienie się z mitem nadawania cech romantycznych związkom pedofilskim. 
To policzek, a chyba nawet solidny cios z półobrotu wymierzony Vladimirowi Nabokovowi, którego "Lolita" dla głównej bohaterki Vanessy Wye jest niemalże biblią. Tak, nie boję się użyć takiego porównania. Bo kiedy piętnastolatka wpada w sidła przemyślnego, ociekającego intelektem nauczyciela literatury, podsuwającego jej dwuznaczne fragmenty z uznanych dzieł literackich, a jednocześnie budującego w niej…