Przejdź do głównej zawartości

Recenzja premierowa: "Uleczone dusze" - Tillie Cole

Premiera: 23.10.2018

"- Oprócz ciebie - wzięłam oddech, tłumiąc nerwy - wszyscy mężczyźni, którzy mnie dotykali, robili to, żeby mnie zranić. - Flame zesztywniał i, sądząc po jego szybko falującej klatce piersiowej, wiedziałam, że ogarnął go gniew. - Każdej nocy czuję na sobie ich dotyk. Budzę się zlana zimnym potem, w mokrej koszuli nocnej, bo wciąż przeżywam to, co mi robili. Czuję ból, czuję niechciany dotyk rąk, oparzenia, chłostę... oślepiający ból. - Zatkało mnie w gardle. Ale przemogłam się i powiedziałam cicho: - Ale chcę, żeby to się skończyło. I wiem, jak to zrobić. Widzę Mae ze Styxem i Lilah z Kylerem i wiem, że znalazły sposób. Tym sposobem jest miłość." - fragment powieści.

Na wstępie chciałabym zaznaczyć, że z uwagi na drastyczne sceny przemocy (również tej seksualnej), seria "Kaci Hadesa" przeznaczona jest WYŁĄCZNIE dla dorosłego odbiorcy, który potrafi w sposób dojrzały i wyważony podejść do lektury.


Co tu będę dużo pisać... "Uleczone dusze" to trzeci tom serii z gatunku dark romance pt. "Kaci Hadesa", a jednocześnie w mojej opinii najlepsza część z dotychczas wydanych na polskim rynku. Kto czytał poprzednie tomy, ten wie, że Tillie Cole nie stroniła w nich od przemocy, erotyki i mroku, który wlała w dusze swoich bohaterów. I tak się składa, że historia Flame'a i Maddie to najbardziej mroczna, brutalna, wręcz brudna opowieść, ponieważ z wręcz aptekarską precyzją Cole opisała proces wyniszczenia dzieci przez ohydne praktyki dorosłych, zaspokajających swoje potrzeby krzywdą niewinnych.

Dorośli krzywdzący dzieci w jakikolwiek sposób, zasługują na najwyższe potępienie, ponieważ doznanego bólu, upokorzenia oraz odarcia z godności nie jest w stanie zrekompensować ofiarom nic. Autorka stara się jednak pokazać, że paradoksalnie zrekompensować może bolesną przeszłość ktoś, kto wejdzie w życie poharatanej przez innego człowieka osoby, niosąc jej ukojenie w głębokim, czystym uczuciu, osadzonym na powolnie budowanym zaufaniu. Dokładnie w ten sposób zadziałali na siebie Flame - budzący największy postrach i niosący śmierć wrogom gangu motocyklowego "Kaci Hadesa" - oraz Maddie - dziewczyna wyrwana ze szponów pedofilskiej sekty "Nowy Syjon". Tych dwoje przyciągała do siebie magnetyczna siła i chociaż pierwsze z nich potwornie bało się dotyku, a to drugie odczuwało blokadę przed zbliżeniem się do mężczyzn, to krok po kroku pracowali nad przełamaniem tego impasu.

W "Uleczonych duszach" wątkiem wiodącym jest wprawdzie relacja Maddie i Flame'a, ale na drugim planie Cole rozrysowała postać brata Kaina - wcześniej Ridera, członka "Katów" - będącego w nie lada potrzasku z uwagi na wyznaczoną mu rolę nowego przywódcy sekty, który zderza się z nieludzkimi praktykami "w imię wiary", leżącymi u podstaw funkcjonowania grupy. Im bardziej Kain wnika w wypaczony umysł swojego brata, ślepo zapatrzonego w sektę, tym mocniejsze jest jego zwątpienie w głoszone nauki i sens chorego przedsięwzięcia, któremu ma służyć. Czy jednak przez lata indoktrynowany Kain, który zdradził swoich braci - Katów, będzie w stanie wyrwać się z zaklętego kręgu okrutnych wierzeń?

Reasumując, w tym tomie autorka postawiła na szczegółową kreację postaci, umożliwiając nam prześledzenie wszystkich traum, z którymi borykają się bohaterowie i wyciskając nam z oczy łzy, bo tak współczujemy Flame'owi i Maddie i tak głęboko nie zgadzamy się z tym, co ich spotkało. Dzięki pierwszoosobowej narracji i przedstawianych naprzemiennie perspektywach tej dwójki, możemy wraz z nimi otworzyć drzwi ich przeszłości i zajrzeć w otchłań potworności, których doznali. Budujące jest jednak to, że kiedy trafili na odpowiednich ludzi, zawalczyli o siebie i o możliwość ułożenia sobie życia na nowo.

Polecam tę lekturę wszystkim tym czytelnikom, którzy są odporni na dobitny przekaz, wulgaryzmy oraz bezpardonowe sceny rodem z mocnych filmów sensacyjnych z domieszką erotyki. Nie będę ukrywać, że z niecierpliwością oczekuję czwartej części, która powinna przynieść nową odsłonę znanych już bohaterów.

Wydawnictwu "Editio Red" dziękuję za możliwość przedpremierowej lektury tego tytułu.






Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Akcja #CzytajLegalnieiPozwólLegalnieCzytaćInnym

Drodzy Zaczytani! Aktywnie działam w social mediach związanych z czytaniem i promocją czytelnictwa. Na swoim Instagramie  @domiczytapl  dzielę się z Wami wrażeniami z lektur, polecam książki, pokazuję wycinek swojego prywatnego życia, a także poruszam ważne według mnie kwestie dotyczące literackiego (ale nie tylko ;)) świata. I tak się wczoraj złożyło, że post jednej z moich ulubionych pisarek uruchomił we mnie organiczną potrzebę zaapelowania do wszystkich, którzy czytają i/lub udostępniają nielegalne ebooki czy PDFy książek, a także audiobooki. Niech ten wpis stanowi swoistą bazę wiedzy o możliwościach legalnego czytania, bo w dobie powszechnego dostępu do Internetu, smartfonów i komputerów naprawdę nie trzeba zniżać się do kradzieży cudzej własności intelektualnej, a tym jest udostępnianie w różnych internetowych miejscach plików z książkami elektronicznymi czy dokumentami dźwiękowymi bez zgody autora. Zachowania noszące znamiona przestępstwa należy bezwzględnie piętnować

Recenzja przedpremierowa: "Moja mroczna Vanesso" - Kate Elizabeth Russel

Premiera: 17 czerwca 2020 "- Dlaczego ty go chronisz? - pyta mama. Oddycha ciężko, przewierca mnie spojrzeniem. To nie jest pytanie zadane w gniewie. Ona naprawdę nie rozumie. Czuje się zdezorientowana - moim postępowaniem, całą tą sprawą. - Przecież cię skrzywdził. Kręcę głową; mówię prawdę: - Nie skrzywdził" - fragment powieści. Debiut prozatorski Kate Elizabeth Russell to bolesna, targająca wrażliwością czytelnika na wszystkie strony, a wreszcie przejmująca powieść, dzięki której możliwe jest rozprawienie się z mitem nadawania cech romantycznych związkom pedofilskim.  To policzek, a chyba nawet solidny cios z półobrotu wymierzony Vladimirowi Nabokovowi, którego "Lolita" dla głównej bohaterki Vanessy Wye jest niemalże biblią. Tak, nie boję się użyć takiego porównania. Bo kiedy piętnastolatka wpada w sidła przemyślnego, ociekającego intelektem nauczyciela literatury, podsuwającego jej dwuznaczne fragmenty z uznanych dzieł literackich, a jednocześnie

Recenzja: "I że cię nie opuszczę" - Michelle Richmond

Premiera: 9.05.2018  Po powrocie Alice z pustyni nie mówiliśmy już o naszych wcześniejszych planach wypisania się z Paktu. Jej pobyt tam był tak intensywny, a nasz związek zdawał się potem tak umocniony, że wszystko to, co nas denerwowało w Pakcie, zaczęło nam się nagle wydawać mniej uciążliwe. Nawet to, w jaki sposób Declan i Diane ją zabrali, nabrało zupełnie innego znaczenia. Kiedy Diane zakładała kajdanki na kostki Alice, Declan powiedział, że to konieczne, i choć nie podzielam jego zdania, widzę teraz, że to doświadczenie rzeczywiście zmieniło Alice – zmieniło nas. Staliśmy się, że tak powiem, bardziej małżeństwem. Nie da się ukryć, że to nas do siebie zbliżyło. Że dzięki temu byliśmy teraz bardziej zakochani. Może nie pogodziliśmy się jeszcze w pełni z Paktem, ale w każdym razie przestaliśmy się mu opierać. Książka „I że cię nie opuszczę” Michelle Richmond to powieść, która sprawiła mi niemały problem. Zdecydowałam się przyjąć ją do recenzji, ponieważ zaintrygował mnie j