Przejdź do głównej zawartości

Recenzja: "Czesałam ciepłe króliki - rozmowa z Alicją Gawlikowską-Świerczyńską" - Dariusz Zaborek

„Myślę, że krytycznie reagują ci, którzy historię Zagłady znają ze słyszenia i dla nich to tylko makabra. A ja pamiętam, jakie żarty sobie robiłyśmy w Ravensbruck. Krematorium pracowało non stop, w całym obozie był dym i śmierdziało palonymi kośćmi, a my mówiłyśmy, że z tej będzie popiołek biały, a z tamtej niebieski, bo ma błękitną krew. Robiłyśmy uwagi, która pójdzie do nieba, a która do piekła. Nie można było żyć cały czas na poważnie. Trzeba było mieć jakiś humor. Pan się podenerwuje tydzień, a potem pan się przyzwyczai. Niech pan mi wierzy. Bo człowiek, gdyby się tak przejmował, toby właśnie nie przeżył.” - fragment rozmowy.



Tematyka obozowa podana w jakże odmiennej formie, bo pełna optymizmu i wybuchów śmiechu ze strony bohaterki. Kontrowersyjna, wydawałoby się nierzeczywista,  bo jak można szukać dobrych stron, kiedy jest się więźniem obozu koncentracyjnego. Według mnie, Pani Alicja wypracowała mechanizm psychologiczny, który utrwalając jej wrodzone cechy charakteru – opanowanie w sytuacjach kryzysowych i powstrzymanie strachu czy paniki – umożliwił jej przejście przez piekło obozu w taki sposób, że mogła o nim opowiadać bez traumy. Niebywałe… 

Jednak nie mnie oceniać jej postawę, nie mam odwagi, aby kategorycznie wypowiadać się, czy jej zachowanie było dobre czy złe. Bo to nie ja byłam świadkiem wszechogarniającej śmierci. Pani Alicja to kobieta niezłomna, absolutnie niezależna, do bólu szczera, opowiadająca bez tabu i zbędnego według niej roztkliwiania się. W dobrej formie psychicznej i  fizycznej, z dbałością o swój wygląd (bo jak cię widzą, tak cię piszą) przeżyła niemal 100 lat i podzieliła się w 2014 roku faktami ze swojego życia. Za to należy jej się wielki szacunek, zwłaszcza, że nie stroniła od opowieści o swoim pracoholizmie (lekarze to już chyba tak mają) czy romansach, o których nie wiedział jej małżonek. 

Zastanawiam się jedynie, ile takich osób jak Pani Alicja chodziło/chodzi po świecie. Takich, którym doświadczenia obozowe nie przekreśliły dalszego życia i nie zniszczyły psychiki. Intuicyjnie czuję, że takich ocalonych jej niewielu…

Wspomnienia Gawlikowskiej-Świerczyńskiej to interesujący głos w rozważaniach o czasach masowych zbrodni przeciwko ludzkości, skłaniający do pogłębiania wiedzy o życiu i śmierci w niemieckim obozie koncentracyjnym Ravensbruck.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Akcja #CzytajLegalnieiPozwólLegalnieCzytaćInnym

Drodzy Zaczytani! Aktywnie działam w social mediach związanych z czytaniem i promocją czytelnictwa. Na swoim Instagramie  @domiczytapl  dzielę się z Wami wrażeniami z lektur, polecam książki, pokazuję wycinek swojego prywatnego życia, a także poruszam ważne według mnie kwestie dotyczące literackiego (ale nie tylko ;)) świata. I tak się wczoraj złożyło, że post jednej z moich ulubionych pisarek uruchomił we mnie organiczną potrzebę zaapelowania do wszystkich, którzy czytają i/lub udostępniają nielegalne ebooki czy PDFy książek, a także audiobooki. Niech ten wpis stanowi swoistą bazę wiedzy o możliwościach legalnego czytania, bo w dobie powszechnego dostępu do Internetu, smartfonów i komputerów naprawdę nie trzeba zniżać się do kradzieży cudzej własności intelektualnej, a tym jest udostępnianie w różnych internetowych miejscach plików z książkami elektronicznymi czy dokumentami dźwiękowymi bez zgody autora. Zachowania noszące znamiona przestępstwa należy bezwzględnie piętnować

Recenzja przedpremierowa: "Moja mroczna Vanesso" - Kate Elizabeth Russel

Premiera: 17 czerwca 2020 "- Dlaczego ty go chronisz? - pyta mama. Oddycha ciężko, przewierca mnie spojrzeniem. To nie jest pytanie zadane w gniewie. Ona naprawdę nie rozumie. Czuje się zdezorientowana - moim postępowaniem, całą tą sprawą. - Przecież cię skrzywdził. Kręcę głową; mówię prawdę: - Nie skrzywdził" - fragment powieści. Debiut prozatorski Kate Elizabeth Russell to bolesna, targająca wrażliwością czytelnika na wszystkie strony, a wreszcie przejmująca powieść, dzięki której możliwe jest rozprawienie się z mitem nadawania cech romantycznych związkom pedofilskim.  To policzek, a chyba nawet solidny cios z półobrotu wymierzony Vladimirowi Nabokovowi, którego "Lolita" dla głównej bohaterki Vanessy Wye jest niemalże biblią. Tak, nie boję się użyć takiego porównania. Bo kiedy piętnastolatka wpada w sidła przemyślnego, ociekającego intelektem nauczyciela literatury, podsuwającego jej dwuznaczne fragmenty z uznanych dzieł literackich, a jednocześnie

Recenzja: "I że cię nie opuszczę" - Michelle Richmond

Premiera: 9.05.2018  Po powrocie Alice z pustyni nie mówiliśmy już o naszych wcześniejszych planach wypisania się z Paktu. Jej pobyt tam był tak intensywny, a nasz związek zdawał się potem tak umocniony, że wszystko to, co nas denerwowało w Pakcie, zaczęło nam się nagle wydawać mniej uciążliwe. Nawet to, w jaki sposób Declan i Diane ją zabrali, nabrało zupełnie innego znaczenia. Kiedy Diane zakładała kajdanki na kostki Alice, Declan powiedział, że to konieczne, i choć nie podzielam jego zdania, widzę teraz, że to doświadczenie rzeczywiście zmieniło Alice – zmieniło nas. Staliśmy się, że tak powiem, bardziej małżeństwem. Nie da się ukryć, że to nas do siebie zbliżyło. Że dzięki temu byliśmy teraz bardziej zakochani. Może nie pogodziliśmy się jeszcze w pełni z Paktem, ale w każdym razie przestaliśmy się mu opierać. Książka „I że cię nie opuszczę” Michelle Richmond to powieść, która sprawiła mi niemały problem. Zdecydowałam się przyjąć ją do recenzji, ponieważ zaintrygował mnie j