Przejdź do głównej zawartości

Recenzja przedpremierowa: "Tylko oddech" - Magdalena Knedler

Premiera: 27.08.2018
Nina wie, że ich podróż dopiero się zaczyna, ale ma wrażenie, że to moment, w którym wszystko ustaje. Świat zwalnia, przestaje się obracać, ludzie przerywają swoje czynności, zwierzęta wyhamowują bieg, wszystko po prostu ustaje. I z ciekawością czeka, co będzie dalej. Zostaje tylko oddech.

Znacie takie uczucie, kiedy przepełnia was niczym nieograniczona beztroska, napełniająca płuca świeżym powietrzem? To takie specyficzne uczucie, kiedy odnosisz wrażenie, że chodzisz dziesięć centymetrów ponad chodnikiem. W takich chwilach, rzadkich, ale zdarzających się, towarzyszy człowiekowi nieodparte przekonanie, że problemy nie istnieją, że ze wszystkim sobie poradzi. Mnie dopada takie uczucie, kiedy stoję na plaży i wpatruję się w bezkres morza albo oceanu. Oddech wydaje mi się wtedy niczym niezmącony, lekki i ożywczy. Zdarzają się jednak sytuacje, kiedy klatka piersiowa jest ściśnięta niewidzialnym imadłem i tylko oddech pozwala przeżyć, czy może bardziej przewegetować kolejny dzień. W takich momentach stawienie czoła rzeczywistości wydaje się niemal niemożliwe. 

Wrocławska czarodziejka słowa, Magdalena Knedler, w swojej najnowszej książce „Tylko oddech” rozkłada na czynniki pierwsze skomplikowane relacje rodzinne – zarówno te siostrzane, jak i te małżeńskie. Z tej jakże drobiazgowej analizy wyłania się obraz dorosłych ludzi uwikłanych w poczucie winy i nieprzepracowane traumy, duszące ich poczucie wartości i sens życia. Kalejdoskop postaci – Nina, Iza, Ernest i Szymon, stojąca gdzieś z boku matka kobiet – osadzonych na skrzyżowaniu mazurskiej wsi oraz nadmorskiego kurortu, uderza w czytelnika z pełną, boleśnie realną mocą. Przewracając kolejne strony tej jakże prawdopodobnej historii zastanawiamy się, jak długo może trwać żałoba; czy można dalej funkcjonować po zdradzie; ile musi minąć czasu, aby uporać się z zawieszeniem pomiędzy bolesną przeszłością, a nie mniej tragiczną teraźniejszością, w której nie widzi się dla siebie nadziei.

Knedler tka swoją opowieść z niesamowitą stylistyczną wprawą oraz językową precyzją i chociaż książka jest dość krótka, to bijące od niej przesłanie nie potrzebowało większej ilości stron. Przesłanie mogłabym zamknąć w stwierdzeniu, że w dorosłości  nie ma nic zerojedynkowego; każda podjęta przez człowieka decyzja wynikać może ze splotu różnorodnych okoliczności, tych jasnych i budujących, ale i tych mrocznych i destrukcyjnych. Ocena cudzego postępowania przez pryzmat własnych doświadczeń tylko hipotetycznie jest bajecznie prosta – ktoś postąpił źle lub dobrze w świetle ogólnie obowiązujących norm, ale czy to właśnie my jesteśmy upoważnieni do ferowania wyroków? Przecież „tyle siebie znamy, ile nas sprawdzono”.

„Tylko oddech” to dramat psychologiczny, zmuszający do refleksji i zastanowienia się nad powyższym pytaniem. To książka, która przeprowadza czytelnika przez takie stany świadomości, które wpędzają człowieka w czarną rozpacz. To jednocześnie opowieść o sile drzemiącej w relacjach z najbliższymi, obecnymi w naszym życiu bez względu na wszystko. Magda z precyzją harfiarki uderza w najczulsze struny czytelniczych serc, otwierając nam oczy na często nieuchwytne kwestie. Zaczytajcie się zatem w nietuzinkowej prozie Magdy, bo warta jest każdej spędzonej z nią minuty i każdej wydanej na nią złotówki.

Serdecznie dziękuję Wydawnictwu „Novae Res” za możliwość przedpremierowej lektury tego tytułu.

Komentarze

  1. Czytałam tylko jedną ksiazkę autorki i była genialna , więc z najnowszą też chętnie się zapoznam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Magda pisze tak o tych prostych, jak i tych bardziej skomplikowanych sprawach, że słowo "genialna" czasem nie wystarcza. Gorąco polecam Historię Adeli, to nie od niej zaczęłaś przygodę z prozą Magdy.

      Usuń
  2. Lubię takie książki, na pewno w przyszłości po nią sięgnę. Będę też miała na uwadze inne powieści autorki, bo zupełnie nie znam jej twórczości.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam każdą jedną, bo Magda to talent literacki, talent!

      Usuń
  3. Piękna okładka, widzę że Novae Res zaczęło stawiać na estetykę ;) W końcu. Może się skuszę. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie da się ukryć, że piękna proza Magdy zasługuje na piękną oprawę :) Gorąco polecam!

      Usuń
  4. Bardzo chętnie przeczytam! Lubię książki w takim klimacie. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  5. Oo to chyba coś dla mnie. Zapisuję i na pewno przeczytam w najbliższym czasie:)
    Pozdrawiam, Justyna z http://livingbooksx.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Warto, oj warto sięgnąć po ten tytuł, jak i każdy inny tej pisarki.

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Recenzja: "Karuzela" - Paulina Świst

Premiera: 14.11.2018

"Bo to, co nas podnieca, to się nazywa kasa, a kiedy w kasie forsa, to sukces pierwsza klasa. Bo to, co nas podnieca, to czasem też jest seks, a seks plus pełna kasa, to wtedy sukces jest." - nucę sobie pod nosem piosenkę Maryli Rodowicz sprzed wielu, wielu lat; piosenkę idealnie pasującą do najnowszej powieści Pauliny Świst pt. "Karuzela". Tajemnicza adwokat pisząca pod pseudonimem, autorka sensacyjno-erotycznej serii "Prokurator", powraca bowiem z nowym cyklem, który otwiera historia przekrętu gospodarczego na grube miliony, będącego "idee fix" pewnych wrocławskich adwokatów. Nazwisko Orłowski zobowiązuje, zatem główny bohater, Piotr "Orzeł" Orłowski wiedzie prym nie tylko w palestrze, ale i w zorganizowanej grupie przestępczej zorientowanej wokół zwrotu podatku VAT ze sprzedaży międzynarodowej. W proceder uwikłana jest również jego koleżanka ze studenckich czasów, prawniczka Aleksandra Tredel. Ten kreatywny duec…

Recenzja przedpremierowa: "Nikt nie idzie" - Jakub Małecki

Premiera: 31.10.2018

"Co rano parzyła w tygielku kawę po turecku, z cukrem i kardamonem, a potem siadała w pokoju, naprzeciw do połowy ułożonych puzzli na ścianie, i otwierała Nikt nie idzie: ponad tysiąc kartek, na każdej stronie drzeworyt, zdjęcie albo krótki wiersz. Oglądaj jedną stronę dziennie, powiedział kiedyś Igor. Więc oglądała." - fragment powieści.

Przyznaję, że mam z Jakubem Małeckim dwa, nie lada problemy... Bo chociaż jestem ekstrawertykiem z dość pokaźną siłą przebicia, to Kuba onieśmiela mnie swoją osobą przy każdym bezpośrednim spotkaniu. I robi to absolutnie nieświadomie, będąc człowiekiem nader skromnym, bo to ja milknę przy jego jego talencie :)

Podobnie też mam z przelewaniem na papier moich wrażeń z lektury jego książek. Ja ich nie czytam, ja je chłonę całą sobą, bo poruszają we mnie najbardziej nostalgiczne struny (tak, ekstrawertyczne osobowości również takowe posiadają). I tu pojawia się drugi problem, ponieważ zamiast spisywać te uczucia, wolałabym p…

Recenzja przedpremierowa: "Adam" - Agata Czykierda-Grabowska