Przejdź do głównej zawartości

Patronacka recenzja przedpremierowa: "Larista" - Melissa Darwood

PREMIERA: 21.06.2018

- (…) Uwierz mi, szczerze żałuję, że nie mogę wyznać ci całej prawdy. A jeszcze bardziej obawiam się chwili, w której wreszcie ją poznasz i uznasz, że nie chcesz mnie znać.
Spojrzałam na niego, nie do końca pewna, czy się nie przesłyszałam. Do głowy napłynęła mi niespokojna myśl: co takiego musiałby zrobić Gabriel, żebym nie chciała go znać? Dreszcz przeszedł mi po plecach. Cofnęłam się pamięcią do wieczora, którego to Nieznajomy opierał się obojętnie o samochód, podczas gdy Nowakowa umierała na jego oczach. Po chwili, w wyobraźni, ujrzałam go stojącego na poboczu, kiedy kilkanaście metrów dalej ofiara wypadku samochodowego wykrwawiała się na śmierć.

Walka sił niebiańskich z siłami ciemności; rozważania nad tym, czy Bóg jedynie przygląda się beznamiętnie poczynaniom człowieka, czy też na swój sposób kreuje ludzkie losy… A to wszystko osadzone w charakterystycznej dla swojego gatunku fabule "new adult" zbudowanej wokół romantycznych uniesień, a jednocześnie okraszonej sporą dawką fantastyki oraz nutą dramatyzmu. Tak pokrótce można streścić powieść Melissy Darwood pt. „Larista”, otwierającą cykl „Wysłannicy”, której ambasadorką medialną miałam przyjemność zostać.

Główną bohaterką „Laristy” jest osiemnastoletnia Lara, sympatyczna licealistka, rozkochana w książkach i sztuce, wypatrująca oczy za swoim księciem z bajki, który na pięknym rumaku przybędzie do niej z sercem pełnym miłości. No cóż, takie rzeczy zdarzają się tylko w baśniach, a o to, czy „miłość od pierwszego wejrzenia” istnieje naprawdę, pytało już wielu. Jednak dlatego, że mamy na polskim rynku Melissę Darwood o bezsprzecznie nieograniczonych pokładach wyobraźni, możemy zasiąść do lektury, w której pewien tajemniczy Gabriel rzeczywiście przybędzie konno z odsieczą, a walka o płomienne uczucie rozhula się na dobre. Bo kiedy wysłannicy mroku wkraczają do gry, trudno mówić o „świętym spokoju”…

Darwood funduje czytelnikowi pasjonującą historię z intrygująco wykreowanym światem Guardianów i Tentatorów, ocieplającą romantyczne serca wątkiem miłosnym oraz przykuwającą uwagę symboliką oraz interesującymi bohaterami. Zwłaszcza męskie postaci zapadają w pamięć tak, że nie sposób ich nie pokochać. A miłość ta jest tym mocniejsza, im bardziej zagłębiamy się w tę opowieść widzianą oczami Gabriela. Bo w odróżnieniu od pierwszego wydania „Laristy”, jej wznowienie zawiera niepublikowane wcześniej rozdziały przybliżające poczynania Gabriela, odsłaniając kulisy jego specyficznego powołania. Nie chcę w tym miejscu zdradzać zbyt wiele, aby przyjemność z lektury była jak największa, przy czym mogę zapewnić, że Darwood jest ekspertką od przedstawiania problemów egzystencjalnych, które niejednemu filozofowi spędziły sen z powiek. I robi to w sposób atrakcyjny i przystępny dla młodych, jak i bardziej dojrzałych odbiorców. Autorka zachęca swoją opowieścią do refleksji nad życiem i nad śmiercią; nad rolą wiary, a także empatii w poczynaniach człowieka, unikając przy tym moralizatorstwa czy przesadnej powagi. 

Nie da się ukryć, że w świecie pełnym stresu oraz codziennych trosk takie lekkie, ale niebanalne i mające swój styl historie, są doskonałą terapią antystresową oraz zastrzykiem jakże niezbędnych dla utrzymania zdrowia psychicznego endorfin. Jeśli do tego dodamy podkład muzyczny, a mam na myśli skompilowany przez autorkę soundtrack (zajrzyjcie na YouTube’a autorki), oddający charakter bohaterów oraz konkretne sceny w książce, to otrzymujemy pełnowymiarowy pakiet rozrywkowy, i to nie tylko dla młodzieży. 

Zachęcam Was gorąco do zapoznania się z „Laristą”, licząc że zostaniecie z autorką na dłużej, jeśli jeszcze nie mieliście okazji czytać jej fascynujących książek. Ja sama poznałam twórczość Melissy Darwood w czasie wakacji 2017 roku i to właśnie od „Laristy” – literackiego debiutu autorki, który możemy aktualnie smakować w nowej odsłonie – rozpoczęła się moja przygoda z jej nieszablonową twórczością. Może i Wam książki Melissy umilą wakacyjny czas? I może tak jak i ja przeczytacie je więcej niż jeden raz? Ja tymczasem z niecierpliwością czekam na kontynuację tej powieści – "Guerrę" – która już jesienią ma ukazać się nakładem Wydawnictwa Kobiecego.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Wywiad: Domi czyta i pyta, czyli Paulina Świst w krzyżowym ogniu pytań

Drodzy zaczytani! Dzisiaj na moim blogu gości jedna z najbardziej tajemniczych pisarek na polskim rynku wydawniczym. Jej kryminalno-erotyczne powieści bardzo przypadły do gustu czytelnikom, chociaż wielu – w tym mnie – wprawiły w pewną konsternację. Bo jak to? Jej debiutancki „Prokurator” to nie 100% kryminał, a erotyk z nutą sensacji? Paulina Świst potrafi zaskakiwać, a jej kryminały prawniczo-policyjne z domieszką pikanterii schodzą z każdym nowym tytułem na pniu.


Domi: Paulino, serdecznie Ci dziękuję za Twoje pozytywne nastawienie do mojej propozycji wywiadu, która to nadeszła krótko po premierze Twojej najnowszej książki pt. „Sitwa”.  To Twoja piąta powieść, a do tego dorzuciłaś jeszcze w tym roku opowiadanie w antologii „Zabójcze święta”.

Paulina: Cześć Domi :* To prawdziwa przyjemność móc z Tobą pogadać, nawet wirtualnie ;)

Domi: Jak Ci się zatem pisało taką krótką formę i czym różni się dla Ciebie praca nad opowiadaniem od pracy nad powieścią? 

Paulina: Wbrew temu, czego się obawi…

Recenzja: "Ocean odrzuconych" Tom 1 & Tom 2 - Magdalena Knedler

Premiera: 20.02.2019
"Zaczynam nowy rozdział. Chcę wreszcie gdzieś pasować i zdławić to uczucie, że jestem jedną z wielu odrzuconych". - fragment "Oceanu odrzuconych", tom drugi: "Klątwa wiecznego tułacza".

Nie ma co ukrywać, że w katalogu przeczytanych przeze mnie książek dominują te o charakterze czysto rozrywkowym, ale kiedy nabieram chęci na lekturę tytułu z kategorii literatury pięknej,  takiej wysokich lotów, a zatem ambitnej i wymagającej, to bez wahania wybieram książki Magdy Knedler. Ta pisarka jeszcze nigdy mnie nie zawiodła!


Kiedy sięgnęłam po liczącą grubo ponad tysiąc stron dylogię "Ocean odrzuconych", na którą składają się pozycje "Córka jubilera" oraz "Klątwa wiecznego tułacza", spodziewałam się literackiej uczty. Spodziewałam się bowiem, że wrocławska pisarka, której kunszt literacki najmocniej wybrzmiewa tam, gdzie najbardziej uwidaczniają się fascynacje autorki, porwie mnie w świat dotąd mi nieznany. Bo fas…

Recenzja: "3 dni miłości" - Magdalena Pioruńska

Premiera: 1 kwietnia 2019
„Tak naprawdę śmiech nie wróżył nic dobrego. Ten, który znałem, zwykle był nieszczery, szyderczy albo wręcz okrutny. Ludzie śmiali się w mojej obecności wyłącznie ze złych powodów. Nigdy ze mną, bardziej ze mnie. Odczuwałem to jeszcze długo przed tym, zanim pojawiła się Tulia. Byłem bladym, wątłym Europejczykiem w mieście pełnym ciemnoskórych, zahartowanych w bojach wojowników. Nie lubili mojej delikatności i płochliwej natury, zbyt śmiało spoglądali na moją piękną matkę i w swoich głowach planowali, jak ją zniewolić. Od samego początku czułem się w Twierdzy obco, jakbym pod wpływem niefortunnego zrządzenia losu trafił na nie swoje miejsce na Ziemi. Marzyłem o tym, żeby kiedyś znaleźć to prawdziwe, wypełnione ludźmi, którzy rzadziej się śmiali, za to częściej słuchali tego, co mam do powiedzenia”. - fragment noweli.
Dinozaury, nieszablonowe uniwersum z pogranicza fantasy i science-fiction oraz kontrowersyjne kwestie - oto streszczenie "Twierdzy Kimerydu…