Przejdź do głównej zawartości

Recenzja: "Przyciąganie" - Elżbieta Rodzeń

– Kiedyś byłam twardsza, wiesz? – pociągnęłam nosem, co wcale nie sprawiło, że byłam bardziej wiarygodna.
– Życie dało mi w kość i myślałam, że jeśli się nie poddam, jeśli będę sobie radzić w każdej sytuacji, to pomału uda mi się osiągnąć coś, czego nikt już nie będzie mógł mi odebrać. Dlatego gdy Krzysztof uderzył mnie pierwszy raz, pomyślałam, że sobie z tym poradzę. Najpierw urządzę ciche dni, a potem z nim pogadam i może wyślę go na terapię. On tak bardzo wstydził się tego, co zrobił, że nawet nie zauważyłam, że zachowuje się zupełnie tak samo jak każdy inny facet bijący swoją dziewczynę. Zrozumiałam to, gdy oberwałam drugi raz. On znów przepraszał, ale powiedział, że go sprowokowałam. A potem prowokowałam go już do wielu wyzwisk, krzyków, no i… – Nie mogłam mówić dalej.
– Bicia. – Garret dokończył za mnie, ale wiedziałam, że jemu też nie jest łatwo.

Okładki książek autorstwa Elżbiety Rodzeń przewijały mi się na Bookstagramie oraz w grupach czytelniczych na Facebooku już jakiś czas. I kiedy autorka zdecydowała się właśnie mnie ofiarować swoją najnowszą powieść pt. „Przyciąganie” z myślą o przygotowaniu recenzji, niezmiernie się ucieszyłam. Jako że romantyczna ze mnie dusza chętnie sięgam po „love stories” i powieści obyczajowe, a w przypadku „Przyciągania” zadziałała chyba magia tytułu i tego samego dnia, kiedy otrzymałam książkę, zasiadłam do jej lektury przyciągnięta okładkowym opisem. Przeczytałam ją w piorunująco szybkim tempie, ponieważ historia Nadii i Garreta to nie tylko romans z elektryzującym wątkiem rodzącego się uczucia między dwojgiem z początku wrogich sobie ludzi, ale przede wszystkim książka z mocno zarysowanym przesłaniem społecznym. Znajdziemy tu bowiem zarówno kwestie przemocy domowej, jak i funkcjonowania z nabytą niepełnosprawnością.

Nadia jest pielęgniarką, bardzo oddaną swojej profesji, ale doświadczoną przez własnego narzeczonego – tyrana i damskiego boksera, i to właśnie jej perspektywa stanowi główną oś narracji powieści. Kiedy kobieta podejmuje decyzję o ucieczce spod wpływu swojego oprawcy, trafia pod dach adwokata o amerykańskich korzeniach, prowadzącego prężną kancelarię we Wrocławiu. Garret Wesley z powodzeniem wygrywa kolejne sprawy dla swoich klientów, po pracy oddaje się sportom ekstremalnym, a w domowym zaciszu faszeruje się lekami, ponieważ trudno mu zagłuszyć ból pokiereszowanego ciała, osadzonego do końca życia na wózku inwalidzkim. 

Kiedy Nadia przyjmuje posadę opiekunki Garreta, ten nie jest zachwycony, zwłaszcza że o zatrudnieniu Nadii zdecydował jego ojciec. Nadia nieustępliwie chce wywiązywać się ze swoich medycznych obowiązków i nie pozwala się zbyć swojemu pacjentowi. Między tą dwójką kiełkuje więź o niesamowitej sile, co nie powinno nikogo dziwić, skoro ona jest kobietą z przeszłością, a on mężczyzną po przejściach. Oboje głęboko w sercach ukrywają swoje rany i kompleksy, ale co ciekawe – są w stanie pomóc sobie wzajemnie, chociaż Garret wyznaje ideę związków-niezwiązków, wiążąc się z kobietami na zasadzie „friends with benefits”. Nadii trudno jest zaakceptować ten stan rzeczy, tym bardziej, że szorstki i niedostępny mężczyzna okazuje się bardziej ludzki i ciepły, niż na pierwszy rzut oka może się wydawać.

Elżbieta Rodzeń stworzyła bardzo prawdziwą opowieść o tym, jak jeden człowiek może złamać drugiemu życie, a jednocześnie jak inna osoba ma siłę to życie poskładać na nowo. To historia o terapeutycznej roli zaufania oraz akceptacji, dzięki którym można poradzić sobie z paraliżującym strachem. Książkę tę czyta się przyjemnie, a w związku z tym, że nad główną bohaterką wręcz do ostatnich stron unosi się widmo byłego narzeczonego, daleko jej do ociekającej lukrem fabuły. I całe szczęście! Bo „Przyciąganie” to udany mix powieści obyczajowej, romantycznej i dramatycznej, w której autorka nie bała się poruszyć trudnych tematów, z leczeniem traumy po gwałcie włącznie.

Nie będę ukrywać, że z pewnym drżeniem serca przewracałam kolejne strony tej książki, obawiając się, że zakończenie złamie mi serce. Czy tak się stało? Tego nie mogę wam zdradzić, aby nie odebrać nikomu przyjemności z lektury. 

Wrzućcie „Przyciąganie” na listę swoich wiosenno-wakacyjnych lektur, dzięki której spędzicie miło czas, a jednocześnie zachowacie ją w pamięci.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Recenzja: "Karuzela" - Paulina Świst

Premiera: 14.11.2018

"Bo to, co nas podnieca, to się nazywa kasa, a kiedy w kasie forsa, to sukces pierwsza klasa. Bo to, co nas podnieca, to czasem też jest seks, a seks plus pełna kasa, to wtedy sukces jest." - nucę sobie pod nosem piosenkę Maryli Rodowicz sprzed wielu, wielu lat; piosenkę idealnie pasującą do najnowszej powieści Pauliny Świst pt. "Karuzela". Tajemnicza adwokat pisząca pod pseudonimem, autorka sensacyjno-erotycznej serii "Prokurator", powraca bowiem z nowym cyklem, który otwiera historia przekrętu gospodarczego na grube miliony, będącego "idee fix" pewnych wrocławskich adwokatów. Nazwisko Orłowski zobowiązuje, zatem główny bohater, Piotr "Orzeł" Orłowski wiedzie prym nie tylko w palestrze, ale i w zorganizowanej grupie przestępczej zorientowanej wokół zwrotu podatku VAT ze sprzedaży międzynarodowej. W proceder uwikłana jest również jego koleżanka ze studenckich czasów, prawniczka Aleksandra Tredel. Ten kreatywny duec…

Recenzja premierowa: "Wolf" - Magda Mila

Premiera: 29.11.2018

"Kiedy uspokoiła oddech, uwolniłem ją i pomogłem się ubrać. Uciekała wzrokiem na boki, jakby wstydziła się tego, co czuła. Bawiło mnie to. Nie chciała przyznać, nawet tylko sama przed sobą, że było jej aż tak dobrze. Musiałem zintensyfikować naszą relację. W końcu nie chodziło tu o przyjemność - moją czy Inez, a o to, by mnie znienawidziła. By rozsądek nie pozwolił jej już na nic więcej." - fragment powieści.
Kto śledzi moje wpisy na Instagramie czy Facebooku, ten wie, że nie stronię w swoich czytelniczych wyborach od płodozmianu gatunkowego. Dlatego też z chęcią sięgam po powieści o większym bądź mniejszym zabarwieniu erotycznym, które czasem mocno rozczarowują, jeśli chodzi o stylistykę i fabułę, a czasem fascynują i nie pozwalają się od siebie oderwać, pobudzając każdy nerw. Magda Mila i jej powieści +18 zdecydowanie należą do tej drugiej kategorii, ponieważ zarówno satysfakcjonują mnie pod względem warsztatu pisarskiego (pozbawionego na szczęście natł…

Recenzja: "3 dni miłości" - Magdalena Pioruńska

Premiera: 1 kwietnia 2019
„Tak naprawdę śmiech nie wróżył nic dobrego. Ten, który znałem, zwykle był nieszczery, szyderczy albo wręcz okrutny. Ludzie śmiali się w mojej obecności wyłącznie ze złych powodów. Nigdy ze mną, bardziej ze mnie. Odczuwałem to jeszcze długo przed tym, zanim pojawiła się Tulia. Byłem bladym, wątłym Europejczykiem w mieście pełnym ciemnoskórych, zahartowanych w bojach wojowników. Nie lubili mojej delikatności i płochliwej natury, zbyt śmiało spoglądali na moją piękną matkę i w swoich głowach planowali, jak ją zniewolić. Od samego początku czułem się w Twierdzy obco, jakbym pod wpływem niefortunnego zrządzenia losu trafił na nie swoje miejsce na Ziemi. Marzyłem o tym, żeby kiedyś znaleźć to prawdziwe, wypełnione ludźmi, którzy rzadziej się śmiali, za to częściej słuchali tego, co mam do powiedzenia”. - fragment noweli.
Dinozaury, nieszablonowe uniwersum z pogranicza fantasy i science-fiction oraz kontrowersyjne kwestie - oto streszczenie "Twierdzy Kimerydu…