Przejdź do głównej zawartości

Recenzja przedpremierowa: "Twarz Grety di Biase" - Magdalena Knedler

RECENZJA PRZEDPREMIEROWA

Premiera: 9.05.2018

(…) miał ochotę mówić o tej obsesji, o Grecie, o tym, że albo pokochał prawdziwą osobę, albo doskonale wykreowaną postać, albo własne złudzenia. Ale pokochał. Miłością, która prowokuje człowieka do największych poświęceń i popycha do najgorszych głupstw. Mógł przewidzieć, że jeśli ponownie kogoś pokocha, to właśnie taką miłością. Nie był już zdolny do odczuwania normalnych, wyważonych emocji. Popadał w skrajności, w niczym nie potrafił znaleźć równowagi. Jeśli się czegoś bał, to całym sobą. I jeśli coś kochał, to również bezkompromisowo. Jak obrazy. Jak listy od Grety i jej twarz na płótnie.

Najnowszą propozycję jednej z moich ulubionych polskich pisarek literatury wysokich lotów Magdaleny Knedler pt. „Twarz Grety di Biase” określiłam mianem książki o miłości do sztuki i sztuce miłości. To dopracowany w każdym calu, bogaty w artystyczne detale dramat psychologiczny o ogromnej wartości literackiej, jak również bardzo intymnym charakterze. Bo to dzięki tej powieści w pełnej krasie możemy poznać fascynacje autorki i jej pasję, jaką jest sztuka. Studenci Akademii Sztuk Pięknych z powodzeniem mogliby wpisać „Twarz Grety” na listę swoich zawodowych lektur!

Jeśli chodzi o mój osobisty odbiór tej powieści, to jedna z bohaterek bez żadnego skrępowania mówi o sobie, że „nie ekscytuje się sztuką, nie czuje jej”, co doskonale oddaje moje podejście do dzieł malarstwa i obcowanie z dziełami sztuki jakimi są obrazy. Bo o ile mam swoich ulubionych malarzy – bardzo współczesnego i nowatorskiego Danny’ego O’Connora czy Wojciecha Siudmaka, w którego prace mogłabym wpatrywać się godzinami, to bynajmniej nie odczuwam potrzeby przechadzania się do muzeów po to, by kontemplować ich dzieła i analizować wytwory ich artystycznej pracy z wypiekami na twarzy. Po prostu, wolę obcować z literaturą czy muzyką :) I jeśliby tylko analizować walory książki rodem z historii sztuki, którymi naszpikowana jest „Twarz Grety di Biase”, to miałabym problem z zaakceptowaniem mnogości odniesień do malarskich stylów, warsztatu pracy malarza czy biografii znanych artystów.

Jednak Magda postawiła na chwytającą za serce podróż drogą wewnętrznej przemiany człowieka o artystycznej duszy – Adam Dancera – właściciela niewielkiej galerii na wrocławskim rynku, pałającego miłością do twarzy z obrazów włoskiej malarki Grety di Biase. I to właśnie losy Adama – mężczyzny owładniętego nerwicą natręctw oraz strachem przed jakimikolwiek zmianami – są absolutnym majstersztykiem, przykuwającym czytelnika do lektury na kilka fascynujących godzin. To swoista powieść drogi i to nie tylko przez kolejne karty historii sztuki, ale przede wszystkim poprzez zakamarki ludzkiej duszy, która może otworzyć się na drugiego człowieka pod iście magicznym wpływem pasji i uczuć wyższych. To również opowieść o tym, jak osoby, które towarzyszą nam na kolejnych przystankach życiowej podróży, odciskają swój ślad na osobowości człowieka. Autorka powołała bowiem do życia plejadę barwnych postaci, które znajdują się obok Adama, stawiając go często w bardzo niekomfortowych sytuacjach i będąc jednocześnie nieszablonowymi drogowskazami, dokąd powinien on zmierzać dalej. 

Co ciekawe, za pośrednictwem swojej najnowszej powieści, Knedler zarysowała niekonwencjonalną mapę wycieczki po Lombardii i Ligurii – przepięknych włoskich regionach, którym trudno odmówić nietuzinkowości. Z „Twarzą Grety di Biase” pod pachą mogłabym zatem śmiało przemierzać uliczki Genui i rozkoszować się włoskim stylem bycia – otwartym, głośnym i pozytywnym, który jest mi tak bliski, a jednocześnie jakże odmienny od tego, czym nasiąkł Adam, będąc ofiarą nieprzepracowanej traumy z przeszłości. 

Muszę przyznać, że zakończenie „Twarzy Grety” miażdży emocjonalnie, ale jednocześnie wlewa w czytelnika nadzieję, że nie ma takiej sytuacji w życiu, z której nie można się wykaraskać i pójść dalej, pomimo szram i blizn na sercu. 

Dziękuję autorce za to ubogacające doświadczenie czytelnicze i z niecierpliwością oczekuję na kolejną odsłonę jej pisarskiego talentu, bo jej umiejętność malowania słowami zasługuje na wyrazy najwyższego uznania teraz i w przyszłości.

Za możliwość przedpremierowej lektury dziękuję z kolei Wydawnictwu „Novae Res”.

Komentarze

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Recenzja: "Karuzela" - Paulina Świst

Premiera: 14.11.2018

"Bo to, co nas podnieca, to się nazywa kasa, a kiedy w kasie forsa, to sukces pierwsza klasa. Bo to, co nas podnieca, to czasem też jest seks, a seks plus pełna kasa, to wtedy sukces jest." - nucę sobie pod nosem piosenkę Maryli Rodowicz sprzed wielu, wielu lat; piosenkę idealnie pasującą do najnowszej powieści Pauliny Świst pt. "Karuzela". Tajemnicza adwokat pisząca pod pseudonimem, autorka sensacyjno-erotycznej serii "Prokurator", powraca bowiem z nowym cyklem, który otwiera historia przekrętu gospodarczego na grube miliony, będącego "idee fix" pewnych wrocławskich adwokatów. Nazwisko Orłowski zobowiązuje, zatem główny bohater, Piotr "Orzeł" Orłowski wiedzie prym nie tylko w palestrze, ale i w zorganizowanej grupie przestępczej zorientowanej wokół zwrotu podatku VAT ze sprzedaży międzynarodowej. W proceder uwikłana jest również jego koleżanka ze studenckich czasów, prawniczka Aleksandra Tredel. Ten kreatywny duec…

Recenzja przedpremierowa: "Nikt nie idzie" - Jakub Małecki

Premiera: 31.10.2018

"Co rano parzyła w tygielku kawę po turecku, z cukrem i kardamonem, a potem siadała w pokoju, naprzeciw do połowy ułożonych puzzli na ścianie, i otwierała Nikt nie idzie: ponad tysiąc kartek, na każdej stronie drzeworyt, zdjęcie albo krótki wiersz. Oglądaj jedną stronę dziennie, powiedział kiedyś Igor. Więc oglądała." - fragment powieści.

Przyznaję, że mam z Jakubem Małeckim dwa, nie lada problemy... Bo chociaż jestem ekstrawertykiem z dość pokaźną siłą przebicia, to Kuba onieśmiela mnie swoją osobą przy każdym bezpośrednim spotkaniu. I robi to absolutnie nieświadomie, będąc człowiekiem nader skromnym, bo to ja milknę przy jego jego talencie :)

Podobnie też mam z przelewaniem na papier moich wrażeń z lektury jego książek. Ja ich nie czytam, ja je chłonę całą sobą, bo poruszają we mnie najbardziej nostalgiczne struny (tak, ekstrawertyczne osobowości również takowe posiadają). I tu pojawia się drugi problem, ponieważ zamiast spisywać te uczucia, wolałabym p…

Recenzja przedpremierowa: "Adam" - Agata Czykierda-Grabowska