Przejdź do głównej zawartości

Recenzja: "Klątwa przeznaczenia" - Sylwia Dubielecka, Monika Magoska-Suchar

Dzisiaj mija rok odkąd "Klątwa przeznaczenia" pojawiła się na literackiej mapie Polski. Z tej okazji postanowiłam odświeżyć recenzję tej nieszablonowej powieści z gatunku "fantasy", skierowanej do dorosłych czytelników.

– Mieczem tyś mym. Rażącym Promieniem cię zwą, boś niepokonaną klingą, zahartowaną w boju. Jedynie mej woli się podporządkujesz. Jedynie ma ręka dzierżyć cię może i pod twym naporem się nie ugnie. Moim myślom dajesz posłuchanie i me rozkazy wykonujesz. Dlatego nakazuję ci. Ulegnij. Poddaj się dłoniom, które rękojeść twą obejmują. Lekkim się stań niczym puch, a ciężaru swego zaniechaj. Niech niewiasta cię poprowadzi. Jej, jak mnie, bądź posłusznym. I choć krwawe rzemiosło ci nieobce, tym razem miast zabójcą mnie czynić, w rycerza mej wybranki mnie przemień!


Tak jak kiedyś z zapartym tchem oglądałam zmagania bohaterów filmowej „Niekończącej się opowieści”, w której kraina Fantazji opierała się siłom zła i zanikającej mocy dziecięcej wyobraźni, tak teraz nie mogłam oderwać się od stworzonej przez debiutancki duet w osobach Moniki Magoski-Suchar oraz Sylwii Dubieleckiej „Klątwy przeznaczenia” – opowieści fantasy dla dorosłych czytelników. Autorki z wielkim rozmachem oraz dbałością o plastyczność przekazu przenoszą nas do średniowiecznego świata, wypełnionego krwawymi walkami o władzę, zdradzieckimi knowaniami możnowładców, aranżowanymi małżeństwami niezważającymi na znaczące różnice wieku, rycerskimi potyczkami oraz czarodziejskimi poczynaniami magiczek i magów. Wśród naporu zdarzeń rodzi się jednocześnie miłość jedna na milion, która z nienawiści i strachu się wywodzi, by wraz z rozwojem akcji przerodzić się w przepiękne uczucie, dla którego nie strach zabijać i poświęcać swe zdrowie czy życie.

Czarna Twierdza w Ravillonie – owiana budzącą postrach sławą siedziba Związku, kształcącego adeptów sztuk przeróżnych, od łowiectwa przez etykietę po sztukę wojenną, jest głównym miejscem akcji powieści. Pod dyktando tej męskiej społeczności toczy się życie garstki kobiet, których rola z uwagi na rygory panujące w bractwie nie może sprowadzać się do niczego innego niż do uprawiania sztuki miłosnej w ramionach Mistrzów – najwyższych rangą Związkowców. Bractwo dochody swe czerpie ze zlecanych im przez szlachtę i władców okolicznych krain zadań, które zarówno z walką najemną się wiążą czy morderstwami na zlecenie, jak i na przykład ze świadczeniem usług medycznych. Pełne kiesy Mistrzów pozwalają im na pokrycie kosztów utrzymania swych faworyt, których życie w zamku opływa w dostatki, chociaż i codziennie wisi na włosku – wszelkie naruszenia surowego regulaminu Związku karane są bowiem śmiercią nieposłusznych kobiet, zadawaną przez Kata Związku jednym wprawnym cięciem miecza.

I do takiego właśnie dwuznacznego moralnie miejsca trafia główna bohaterka historii – Arienne, młoda czarodziejka, którą powierzona jej misja wepchnęła pod skrzydła czarnego bractwa. Bardzo szybko hart ducha, spryt oraz odwaga splatają jej losy z Mistrzem Walk – Lordem Severo, który cieszy się zarówno w Twierdzy, jak i w świecie ogromnym uznaniem z uwagi na perfekcyjne opanowanie kanonów prowadzenia wojny i operowania orężem, jak i niepospolitych kompetencji dworskich. Nieświadoma tego, że weszła wprost w paszczę lwa (i to dosłownie!), Arienne boleśnie zderza się z pozbawioną barw rzeczywistością pełną krwi, brutalności i braku poszanowania, a wręcz nawet okrucieństwa wobec niewiast. W tych jakże dramatycznych okolicznościach na jaw wychodzą przerażające fakty z przeszłości Severa, które każą spojrzeć na niego w łagodniejszy sposób, co czyni zarówno Arienne, jak i śledzący jej losy czytelnik, nie zważając na to, że po lekturze jednej z pierwszych, bardzo mocnych scen, ma się ochotę rzucić książką o ścianę (w której niewątpliwie zostałaby dziura z uwagi na objętość tomu ;)). 

„Klątwa przeznaczenia” to napisana fascynującym językiem i nakazująca zarwać noc historia przygodowa o przyjaźni, miłości i honorze. Nie brak w niej dosadnych scen mordów, jaki i seksu, także przeznaczona jest dla pełnoletniego odbiorcy, który w dojrzały sposób podejdzie do przekazu jaki za sobą niesie: mając wsparcie w drugiej osobie można pokonać najtrudniejsze życiowe przeszkody i pozostać człowiekiem, odróżniającym bezbłędnie dobro od zła. Moją uwagę zwróciły również przemycone przez autorki odniesienia (zamierzone, bądź nie) do popkultury i współczesnych bohaterów typu James Bond czy Superman. 

Brawo dla Wydawnictwa Novae Res za fantastyczną i idealnie oddającą treść okładkę oraz wydanie, które mimo ponad 800 stron nie ma połamanego grzbietu. Nic tylko czytać i dać się ponieść przeznaczeniu! Serdecznie polecam!

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Recenzja przedpremierowa: "Nikt nie idzie" - Jakub Małecki

Premiera: 31.10.2018
Co rano parzyła w tygielku kawę po turecku, z cukrem i kardamonem, a potem siadała w pokoju, naprzeciw do połowy ułożonych puzzli na ścianie, i otwierała Nikt nie idzie: ponad tysiąc kartek, na każdej stronie drzeworyt, zdjęcie albo krótki wiersz. Oglądaj jedną stronę dziennie, powiedział kiedyś Igor. Więc oglądała. Przyznaję, że mam z Jakubem Małeckim dwa, nie lada problemy... Bo chociaż jestem ekstrawertykiem z dość pokaźną siłą przebicia, to Kuba onieśmiela mnie swoją osobą przy każdym bezpośrednim spotkaniu. I robi to absolutnie nieświadomie, będąc człowiekiem nader skromnym, bo to ja milknę przy jego jego talencie :)

Podobnie też mam z przelewaniem na papier moich wrażeń z lektury jego książek. Ja ich nie czytam, ja je chłonę całą sobą, bo poruszają we mnie najbardziej nostalgiczne struny (tak, ekstrawertyczne osobowości również takowe posiadają). I tu pojawia się drugi problem, ponieważ zamiast spisywać te uczucia, wolałabym pozostać w milczącej kontemplacji…

Recenzja przedpremierowa: "Adam" - Agata Czykierda-Grabowska

Recenzja premierowa: "W cieniu tamtych dni" - Magdalena Majcher

Premiera: 1.08.2018 Dziś ktoś mógłby powiedzieć, że mieliśmy przed sobą całe życie, ale to nieprawda. Nawet ci, którzy wyszli z powstania żywi, stracili w Warszawie coś więcej niż tylko młodość. Umknęła nam gdzieś część życia: ta przed powstaniem i po nim. Każdy z nas w mniejszym lub większym stopniu żył w cieniu tamtych dni, a obrazy oblężonej stolicy przez kilkadziesiąt lat utrudniały nam normalne funkcjonowanie.
63 dni krwawych walk, 200 tysięcy ofiar wśród powstańców i mieszkańców Stolicy – oto część z bolesnej arytmetyki, którą wspominamy dziś 1 sierpnia 2018 roku, w 74 rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego skierowanego przeciw niemieckiemu okupantowi w 1944 roku. Tej jakże wrażliwej tkanki w organizmie polskiej historii postanowiła dotknąć Magdalena Majcher w swojej najnowszej powieści „W cieniu tamtych dni”. 
Autorka, w oparciu o źródła historyczne i dostępną bibliografię, wykreowała fikcyjną postać ponad dziewięćdziesięcioletniej Emilii, która pod pseudonimem Mila, poszła …