Przejdź do głównej zawartości

Recenzja patronacka: "Wilcze kobiety" - Hanna Greń

Premiera: 30.01.2018

Dla większości z Was jest to najprawdopodobniej mało znany fakt, ale mam ogromną słabość do książek, których akcja toczy się na Górnym Śląsku bądź ogólnie w województwie śląskim. Tak! Patriotyzm lokalny rządzi :) Kiedy więc otrzymałam od Wydawnictwa Replika propozycję rozłożenia swoich patronackich skrzydeł nad najnowszą powieścią Hanny Greń, nie wahałam się ani chwili. Bo po pierwsze, „Wilcze kobiety” to czwarty tom beskidzkiej serii kryminalnej, której bohaterowie urzędują w Bielsku-Białej, Wiśle czy Skoczowie, czyli w lokalizacjach doskonale znanych mi od najmłodszych lat, a po drugie, książka ta reprezentuje mój ulubiony gatunek, a zatem kryminał, w dodatku kryminał wzbogacony o obyczajowe smaczki. 



Niekwestionowanym atutem tej powieści jest taka jej konstrukcja, że czytelnik niezaznajomiony z poprzednimi częściami serii może swobodnie oddać się lekturze, nie obawiając się utraty wątków czy dezorientacji wśród poszczególnych postaci. Greń postawiła bowiem na takie poprowadzenie fabuły, aby w stosownych miejscach pojawiły się nawiązania do wypadków czy bohaterów przedstawionych we wcześniejszych tomach, dając odbiorcom jasny obraz sytuacji.

Na kartach „Wilczych kobiet” wspomniane wyżej Bielsko-Biała pod rękę z Wisłą współpracuje solidarnie przy rozbiciu gangsterskiego biznesu, a dzieje się to za sprawą trójki doświadczonych policjantów, znanych doskonale z wcześniejszych części serii „W trójkącie beskidzkim”, zwanej też „serią wiślańską”: Konrada Procnera, Daniela „Wolverina” Laszczaka oraz Romana Thena. Panowie są gliniarzami z krwi i kości, prawymi i nieustraszonymi twardzielami, mającymi oparcie we wspierających ich z pełnym oddaniem kobietach – żonach, narzeczonych, partnerkach. A skoro już o kobietach mowa, to właśnie one są według mnie najmocniejszą stroną powieści. Postacie kobiece wykreowane przez beskidzką autorkę są charakterne, pełne pasji oraz doskonale wiedzą czego chcą, nawet jeśli ich przeszłość naznaczona jest cierpieniem i zawiedzionymi nadziejami. A ich nietuzinkowe imiona, Unisława czy Petronela, w uroczy sposób są oswajane za sprawą przyjemnych i nowoczesnych skrótów. Bo czyż Una czy Petra nie brzmią intrygująco?

Z kolei żeby nie wchodzić zbyt szczegółowo w intrygę kryminalną powiem wam tylko, że zbrodnie u Hanny Greń są krwawe, ocierając się o „overkilling”, a mordercy cechują się wyjątkowym okrucieństwem i psychopatyczną aktywnością, napędzaną żądzą zemsty. Ponadto, autorka pokusiła się w tym tomie o odważne zaprezentowanie perwersyjnych relacji, a raczej dewiacji, spajających ludzi istotnych dla sprawy, a absolutnie karygodnych z perspektywy wymiaru sprawiedliwości i szeroko rozumianej sprawiedliwości społecznej czy etyki jako takiej. 

Powieść pisana jest językiem nieskomplikowanym, acz barwnym i bardzo swojskim, naznaczonym regionalizmami i pozbawionym wydumanej emfazy, co sprawia, że lektura biegnie szybko i bezproblemowo. Autorka opanowała do perfekcji umiejętność zwodzenia czytelnika i pozostawiania go w osłupieniu, zwłaszcza jeśli rzecz tyczy się losów ulubionych bohaterów – Pani Haniu, pani wie, o które sceny mi chodzi ;)

Zachęcam Was serdecznie do zapoznania się z perypetiami beskidzkich śledczych, a sama już czekam na tom piąty ich poczynań, nad którym autorka aktualnie pracuje. Wydaje się, że otwiera się przed nimi świetlana przyszłość w nowych strukturach organów ścigania, jednak czy lokalne piekiełko pozwoli im o sobie zapomnieć? Zobaczymy mam nadzieję niebawem.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Wywiad: Domi czyta i pyta, czyli Paulina Świst w krzyżowym ogniu pytań

Drodzy zaczytani! Dzisiaj na moim blogu gości jedna z najbardziej tajemniczych pisarek na polskim rynku wydawniczym. Jej kryminalno-erotyczne powieści bardzo przypadły do gustu czytelnikom, chociaż wielu – w tym mnie – wprawiły w pewną konsternację. Bo jak to? Jej debiutancki „Prokurator” to nie 100% kryminał, a erotyk z nutą sensacji? Paulina Świst potrafi zaskakiwać, a jej kryminały prawniczo-policyjne z domieszką pikanterii schodzą z każdym nowym tytułem na pniu.


Domi: Paulino, serdecznie Ci dziękuję za Twoje pozytywne nastawienie do mojej propozycji wywiadu, która to nadeszła krótko po premierze Twojej najnowszej książki pt. „Sitwa”.  To Twoja piąta powieść, a do tego dorzuciłaś jeszcze w tym roku opowiadanie w antologii „Zabójcze święta”.

Paulina: Cześć Domi :* To prawdziwa przyjemność móc z Tobą pogadać, nawet wirtualnie ;)

Domi: Jak Ci się zatem pisało taką krótką formę i czym różni się dla Ciebie praca nad opowiadaniem od pracy nad powieścią? 

Paulina: Wbrew temu, czego się obawi…

Recenzja: "Ocean odrzuconych" Tom 1 & Tom 2 - Magdalena Knedler

Premiera: 20.02.2019
"Zaczynam nowy rozdział. Chcę wreszcie gdzieś pasować i zdławić to uczucie, że jestem jedną z wielu odrzuconych". - fragment "Oceanu odrzuconych", tom drugi: "Klątwa wiecznego tułacza".

Nie ma co ukrywać, że w katalogu przeczytanych przeze mnie książek dominują te o charakterze czysto rozrywkowym, ale kiedy nabieram chęci na lekturę tytułu z kategorii literatury pięknej,  takiej wysokich lotów, a zatem ambitnej i wymagającej, to bez wahania wybieram książki Magdy Knedler. Ta pisarka jeszcze nigdy mnie nie zawiodła!


Kiedy sięgnęłam po liczącą grubo ponad tysiąc stron dylogię "Ocean odrzuconych", na którą składają się pozycje "Córka jubilera" oraz "Klątwa wiecznego tułacza", spodziewałam się literackiej uczty. Spodziewałam się bowiem, że wrocławska pisarka, której kunszt literacki najmocniej wybrzmiewa tam, gdzie najbardziej uwidaczniają się fascynacje autorki, porwie mnie w świat dotąd mi nieznany. Bo fas…

Recenzja: "3 dni miłości" - Magdalena Pioruńska

Premiera: 1 kwietnia 2019
„Tak naprawdę śmiech nie wróżył nic dobrego. Ten, który znałem, zwykle był nieszczery, szyderczy albo wręcz okrutny. Ludzie śmiali się w mojej obecności wyłącznie ze złych powodów. Nigdy ze mną, bardziej ze mnie. Odczuwałem to jeszcze długo przed tym, zanim pojawiła się Tulia. Byłem bladym, wątłym Europejczykiem w mieście pełnym ciemnoskórych, zahartowanych w bojach wojowników. Nie lubili mojej delikatności i płochliwej natury, zbyt śmiało spoglądali na moją piękną matkę i w swoich głowach planowali, jak ją zniewolić. Od samego początku czułem się w Twierdzy obco, jakbym pod wpływem niefortunnego zrządzenia losu trafił na nie swoje miejsce na Ziemi. Marzyłem o tym, żeby kiedyś znaleźć to prawdziwe, wypełnione ludźmi, którzy rzadziej się śmiali, za to częściej słuchali tego, co mam do powiedzenia”. - fragment noweli.
Dinozaury, nieszablonowe uniwersum z pogranicza fantasy i science-fiction oraz kontrowersyjne kwestie - oto streszczenie "Twierdzy Kimerydu…