Przejdź do głównej zawartości

Recenzja patronacka: "Cień na piasku" - Krzysztof Beśka

Premiera: 16.10.2017

Gdy usłyszał za plecami zamykające się za nim drzwi, przez grzbiet przebiegł mu zimny dreszcz. W tej samej chwili drogę zastąpił mu uzbrojony strażnik.
– Słucham pana? – zapytał, a przez jego twarz przemknął krótki uśmiech.
Tak, to chyba ten moment.
– Miałem wypadek i straciłem pamięć – oświadczył przybysz. – Nie wiem, jak się nazywam. Nie mam dokąd pójść. – Powinien się pan udać na policję – powiedział od razu klawisz.
– Wiem, ale ja prawdopodobnie kilkanaście dni temu wyszedłem stąd…
Zamilkł w oczekiwaniu na reakcję mundurowego. I w nadziei, że tamten przyzna jednak, że widzi go po raz pierwszy w życiu.



Wyobraźcie sobie, że wybudzeni z ciężkiego snu, rozglądacie się wokół siebie i nie możecie dojść do tego, gdzie jesteście i co się wam przytrafiło. Co gorsza, nie wiecie, jak się nazywacie ani czym się zajmujecie. Jedno, co bardzo szybko do was dociera to fakt, że brzydzicie się złem i niesprawiedliwością, a w sytuacjach kryzysowych zachowujecie się w pewien podświadomie słuszny, wyuczony sposób, świadczący o bojowej przeszłości. I to dosłownie. 

Dokładnie tak czuje się Piotr Duch – bohater najnowszej powieści Krzysztofa Beśki pt. „Cień na piasku”, która ukazała się pod szyldem Magazynu Literacko-Kryminalnego „Pocisk”. Duch to tajemnicza, niczym jego nazwisko, postać, wokół której wypadki toczą się wartko, a każda kolejna przecinająca jego ścieżkę osoba zachodzi w głowę, kim tak naprawdę jest. I właśnie sęk w tym, że Piotr Duch sam tego nie wie! No, przynajmniej do pewnego momentu. Mówią, że niewiedza jest błogosławieństwem, jednak maksyma ta kompletnie nie pasuje do Piotra, cierpiącego na amnezję, utrzymującą za grubą kotarą jego przeszłość i życie, które wiódł zanim stracił pamięć. To poczucie zawieszenia w próżni jest dla Ducha niesamowicie frustrujące i wystawia jego pewność siebie na nie lada próbę. 

Kim był? Co robił? Czy spędzając noc z piękną prawniczką Ewą, kogoś zdradził? W jakich okolicznościach opanował do perfekcji sztukę walki wręcz? No i co na jego nadgarstku robi zegarek, którego nie sposób zdjąć, a wyświetlacz bynajmniej nie wskazuje aktualnej godziny?

Na te i na wiele innych pytań otrzymujemy odpowiedź w napisanej w sensacyjnym duchu książce Beśki. Dynamiczna akcja, doskonały styl, barwny język, to wyznaczniki prozy Beśki, do których zdążył mnie już przyzwyczaić za sprawą swoich licznych wcześniejszych powieści. Nie inaczej jest w „Cieniu na piasku”, charakteryzującym się fabułą prężną niczym muskulatura komandosa oraz językiem konkretnym niczym wojskowa grochówka w menażce. Militarne konotacje są jak najbardziej wskazane, ponieważ Beśka za sprawą swojego głównego bohatera oraz postaci drugoplanowych, jak na przykład dociekliwego dziennikarza Daniela Stefańskiego, prezentuje czytelnikowi kulisy zagranicznych misji Wojska Polskiego, które niekoniecznie zasługują na ordery i uznanie ze strony zwierzchników sił zbrojnych i społeczeństwa. 

Oczywiście ku uciesze odbiorców nastawionych na czystą rozrywkę, Beśka serwuje nam bardzo atrakcyjną fikcję literacką, jednak czyni to w tak realistyczny i naszpikowany wysokim prawdopodobieństwem zaistnienia sposób, że zaczynamy zachodzić w głowę, czy opisane w „Cieniu” wypadki nie miały prawa zdarzyć się naprawdę. Jeśli do tego dodamy wątki związane z działalnością na terenie Polski siatki terrorystycznej oraz mafijne porachunki, to otrzymujemy barwne tło dynamicznych scen, w których głównym aktorem jest często zdezorientowany i działający instynktownie Piotr Duch. Przez całą lekturę książki towarzyszyło mi nieodparte wrażenie, że postać Ducha jest swoistą kombinacją szarmanckiego Jamesa Bonda oraz szukającego własnej tożsamości Jasona Bourne’a i mówiąc szczerze, takie konotacje uznaję za bardzo miłe. Zwłaszcza jeśli jest się fanem kina czy literatury sensacyjno-szpiegowskiej. Nic to, że Duch jest wplątany w szereg trudnych do zniesienia dla przeciętnego człowieka wydarzeń i jak na jednego bohatera, dużo kłód jest mu rzucanych przez autora pod nogi. Jednak to właśnie na tym polega ten gatunek – superbohaterstwo oraz umiejętność wyplątania się z każdej opresji to znak rozpoznawczy postaci pokroju Ducha, agentów sił specjalnych czy profesjonalnie szkolonych żołnierzy. No i za te cechy ich uwielbiamy.

Tytułem zakończenia chciałabym tylko wspomnieć, że bardzo się cieszę, iż seria „Literatura z Pociskiem” za sprawą najnowszego Beśki weszła na jedynie słuszny poziom wydawniczy, który cechuje dopracowana treść książki, pozbawiona jakichkolwiek niedociągnięć korektorsko-redakcyjnych oraz doskonale korespondująca z fabułą i przyciągająca wzrok (w pozytywnym znaczeniu tego sformułowania) okładka. Biorąc pod uwagę wcześniejsze dwie pozycje z tej serii, powiedzenie „do trzech razy sztuka” ma tutaj niebagatelne znaczenie i liczę na to, że ten jakże satysfakcjonujący stan rzeczy zostanie utrzymany.

Bardzo dziękuję autorowi oraz Wydawnictwu za zaufanie oraz możliwość wzięcia tego tytułu pod moje patronackie skrzydła.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Akcja #CzytajLegalnieiPozwólLegalnieCzytaćInnym

Drodzy Zaczytani! Aktywnie działam w social mediach związanych z czytaniem i promocją czytelnictwa. Na swoim Instagramie  @domiczytapl  dzielę się z Wami wrażeniami z lektur, polecam książki, pokazuję wycinek swojego prywatnego życia, a także poruszam ważne według mnie kwestie dotyczące literackiego (ale nie tylko ;)) świata. I tak się wczoraj złożyło, że post jednej z moich ulubionych pisarek uruchomił we mnie organiczną potrzebę zaapelowania do wszystkich, którzy czytają i/lub udostępniają nielegalne ebooki czy PDFy książek, a także audiobooki. Niech ten wpis stanowi swoistą bazę wiedzy o możliwościach legalnego czytania, bo w dobie powszechnego dostępu do Internetu, smartfonów i komputerów naprawdę nie trzeba zniżać się do kradzieży cudzej własności intelektualnej, a tym jest udostępnianie w różnych internetowych miejscach plików z książkami elektronicznymi czy dokumentami dźwiękowymi bez zgody autora. Zachowania noszące znamiona przestępstwa należy bezwzględnie piętnować

Recenzja przedpremierowa: "Moja mroczna Vanesso" - Kate Elizabeth Russel

Premiera: 17 czerwca 2020 "- Dlaczego ty go chronisz? - pyta mama. Oddycha ciężko, przewierca mnie spojrzeniem. To nie jest pytanie zadane w gniewie. Ona naprawdę nie rozumie. Czuje się zdezorientowana - moim postępowaniem, całą tą sprawą. - Przecież cię skrzywdził. Kręcę głową; mówię prawdę: - Nie skrzywdził" - fragment powieści. Debiut prozatorski Kate Elizabeth Russell to bolesna, targająca wrażliwością czytelnika na wszystkie strony, a wreszcie przejmująca powieść, dzięki której możliwe jest rozprawienie się z mitem nadawania cech romantycznych związkom pedofilskim.  To policzek, a chyba nawet solidny cios z półobrotu wymierzony Vladimirowi Nabokovowi, którego "Lolita" dla głównej bohaterki Vanessy Wye jest niemalże biblią. Tak, nie boję się użyć takiego porównania. Bo kiedy piętnastolatka wpada w sidła przemyślnego, ociekającego intelektem nauczyciela literatury, podsuwającego jej dwuznaczne fragmenty z uznanych dzieł literackich, a jednocześnie

Recenzja: "I że cię nie opuszczę" - Michelle Richmond

Premiera: 9.05.2018  Po powrocie Alice z pustyni nie mówiliśmy już o naszych wcześniejszych planach wypisania się z Paktu. Jej pobyt tam był tak intensywny, a nasz związek zdawał się potem tak umocniony, że wszystko to, co nas denerwowało w Pakcie, zaczęło nam się nagle wydawać mniej uciążliwe. Nawet to, w jaki sposób Declan i Diane ją zabrali, nabrało zupełnie innego znaczenia. Kiedy Diane zakładała kajdanki na kostki Alice, Declan powiedział, że to konieczne, i choć nie podzielam jego zdania, widzę teraz, że to doświadczenie rzeczywiście zmieniło Alice – zmieniło nas. Staliśmy się, że tak powiem, bardziej małżeństwem. Nie da się ukryć, że to nas do siebie zbliżyło. Że dzięki temu byliśmy teraz bardziej zakochani. Może nie pogodziliśmy się jeszcze w pełni z Paktem, ale w każdym razie przestaliśmy się mu opierać. Książka „I że cię nie opuszczę” Michelle Richmond to powieść, która sprawiła mi niemały problem. Zdecydowałam się przyjąć ją do recenzji, ponieważ zaintrygował mnie j