Przejdź do głównej zawartości

Recenzja: "Tatuażysta z Auschwitz" - Heather Morris

Premiera: 18.04.2018

"Tatuażysta z Auschwitz" to opowieść o dwójce zwykłych ludzi, którym przyszło żyć w szczególnych czasach; których ograbiono nie tylko z wolności, lecz także z godności, imion i nazwisk oraz tożsamości. To świadectwo Lalego o tym, co musieli zrobić, by przeżyć.

Świadectw ogromu bestialstwa, których ofiarami stały się tysiące niewinnych ludzi w niemieckich obozach zagłady, nigdy zbyt dużo. Każda z historii przekazanych następnym pokoleniom przez ocalałych jest dramatyczna, bolesna i heroiczna. Bo nie lada heroizmem jest przetrwać w nieludzkich warunkach, których jedynym wyznacznikiem jest śmierć i cierpienie. 

Tytułowy tatuażysta – Lale – trafia do Oświęcimia wraz z setkami innych oszołomionych transportem w bydlęcych wagonach słowackich Żydów. Już przekraczając bramę ze złowieszczym napisem „Arbeit macht frei” podskórnie czuje, że czeka go bardzo trudny czas. Nie zdaje sobie nawet sprawy z tego, jak trudny… Kiedy kolejny raz obrywa obozową rzeczywistością w twarz (z początku mentalnym ciosem, pozostawiającym rany w psychice, a nie na ciele), postanawia przetrwać to piekło; przeżyć mimo wszystko i wszystkim. Pomaga mu w realizacji tego postanowienia nieopisane szczęście do ludzi oraz znajomość aż pięciu języków obcych, w tym języka niemieckiego, którym włada tak biegle, że naziści z wrodzonym sobie racjonalizmem skwapliwie tę umiejętność wykorzystują. Lale otrzymuje funkcję obozowego tatuażysty, który na każdym jednym przedramieniu nowego więźnia lub więźniarki zostawia ślad na całe życie. Robi to najdelikatniej jak się da, zachowując stabilność ręki nawet wtedy, kiedy „doktor śmierć” Josef Mengele weryfikuje jego pracę z bardzo bliska, a esesmańscy strażnicy dokonują egzekucji na nowo przybyłych. 

Lalego ratuje jeszcze jedno – miłość, która od pierwszego wejrzenia uderza w niego, kiedy tatuuje obozowy numer na ręce pięknej, czarnookiej dziewczyny. Mężczyzna postanawia sobie, że dowie się kim ona jest i razem przetrwają piekło, jakie człowiekowi zgotował drugi człowiek. Nie będzie to misja łatwa, niejeden raz będzie nosiła ślady misji samobójczej, ponieważ Lale korzystając z przywilejów przypisanych do jego funkcji i większej swobody poruszania się po terenie obozu, przynosi innym więźniom życiodajne jedzenie i lekarstwa, zdobyte dzięki pomocy polskich budowlańców, pracujących przy rozbudowie obozu. Lale, niczym kot o wielu życiach, ląduje zawsze na czterech łapach i nawet z owianego mrożącą krew sławą bloku 11 wychodzi żywy. Mocno pobity, ale żywy… Cud? Nie. Wyłącznie wdzięczność człowieka, który miał być oprawcą Lalego, a uratował mu życie tak, jak Lale kiedyś jemu.

„Tatuażysta z Auschwitz” to książka, która przemawia do czytelnika obrazami, niczym najbardziej poruszający film wojenny. To książka, która z reporterskim, a jednocześnie fabularyzowanym zacięciem przedstawia okrucieństwo czasów II Wojny Światowej i swoiste piekło na ziemi, zderzając je z czystymi aktami heroicznego człowieczeństwa. 

To w końcu historia o miłości, o uczuciu gorącym i oślepiającym, które nie miało prawa się zdarzyć i które nie miało prawa przetrwać za drutami pod napięciem, jeśli wziąć pod uwagę założenia hitlerowskich katów. A jednak miłość Lalego i Gity nie tylko rozkwitła, ale i wyniosła ich poza bramy obozu, dając im szansę na wspólne życie do ostatnich dni. To historia tak nieprawdopodobna, że kolejne strony pochłaniałam z prędkością światła, nie mogąc uwierzyć, że zdarzyła się w rzeczywistości. 

Polecam tę książkę każdemu, bez względu na wiek, poziom znajomości historii czy przekonania. To lektura obowiązkowa dla każdego człowieka, którego groza tamtych czasów utwierdza w przekonaniu, że to co działo się w obozach śmierci nie może już nigdy mieć miejsca. Że nadrzędnym dobrem jest szacunek do różnorodności, a o wartości człowieka nie decyduje to, kim i gdzie się urodził, ale co robi i jaką jest osobą w stosunku do innych. 

Bo kto ratuje jedno życie, ratuje cały świat! 

Jestem ogromnie wdzięczna Wydawnictwu Marginesy za to, że wydało tę niesamowitą opowieść, umożliwiając polskim czytelnikom zapoznanie się z kolejną perspektywą uczestnika tragicznych obozowych wydarzeń.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Recenzja: "Karuzela" - Paulina Świst

Premiera: 14.11.2018

"Bo to, co nas podnieca, to się nazywa kasa, a kiedy w kasie forsa, to sukces pierwsza klasa. Bo to, co nas podnieca, to czasem też jest seks, a seks plus pełna kasa, to wtedy sukces jest." - nucę sobie pod nosem piosenkę Maryli Rodowicz sprzed wielu, wielu lat; piosenkę idealnie pasującą do najnowszej powieści Pauliny Świst pt. "Karuzela". Tajemnicza adwokat pisząca pod pseudonimem, autorka sensacyjno-erotycznej serii "Prokurator", powraca bowiem z nowym cyklem, który otwiera historia przekrętu gospodarczego na grube miliony, będącego "idee fix" pewnych wrocławskich adwokatów. Nazwisko Orłowski zobowiązuje, zatem główny bohater, Piotr "Orzeł" Orłowski wiedzie prym nie tylko w palestrze, ale i w zorganizowanej grupie przestępczej zorientowanej wokół zwrotu podatku VAT ze sprzedaży międzynarodowej. W proceder uwikłana jest również jego koleżanka ze studenckich czasów, prawniczka Aleksandra Tredel. Ten kreatywny duec…

Recenzja przedpremierowa: "Nikt nie idzie" - Jakub Małecki

Premiera: 31.10.2018

"Co rano parzyła w tygielku kawę po turecku, z cukrem i kardamonem, a potem siadała w pokoju, naprzeciw do połowy ułożonych puzzli na ścianie, i otwierała Nikt nie idzie: ponad tysiąc kartek, na każdej stronie drzeworyt, zdjęcie albo krótki wiersz. Oglądaj jedną stronę dziennie, powiedział kiedyś Igor. Więc oglądała." - fragment powieści.

Przyznaję, że mam z Jakubem Małeckim dwa, nie lada problemy... Bo chociaż jestem ekstrawertykiem z dość pokaźną siłą przebicia, to Kuba onieśmiela mnie swoją osobą przy każdym bezpośrednim spotkaniu. I robi to absolutnie nieświadomie, będąc człowiekiem nader skromnym, bo to ja milknę przy jego jego talencie :)

Podobnie też mam z przelewaniem na papier moich wrażeń z lektury jego książek. Ja ich nie czytam, ja je chłonę całą sobą, bo poruszają we mnie najbardziej nostalgiczne struny (tak, ekstrawertyczne osobowości również takowe posiadają). I tu pojawia się drugi problem, ponieważ zamiast spisywać te uczucia, wolałabym p…

Recenzja przedpremierowa: "Adam" - Agata Czykierda-Grabowska